Wiosenne słońce zagląda do okien. Sikorki trzech plemion, czyżyki i rudziki, sójki i dzięcioły, wróble , mazurki i kosy wesoło ćwierkają wiosenną piosenkę. Taka słoneczna niedziela to dobra pora na wycieczkę.
Kury podczas kąpieli słonecznej.
Wycieczkę na wschód, nad wezbrany, zielony San.
Oto zamczysko Sobień. Zbudowane jeszcze za czasów Rusi Halickiej jako przygraniczny fort. Potem było siedzibą rodu Kmitów. Gościł tu sam król Jagiełło.
Spalone zostało podczas najazdu wojsk węgierskich (bywały i takie) pod koniec wieku XV. Kmitowie przenieśli siedzibę rodową do Leska, a zamek popadł w ruinę.
Z wzgórza zamkowego roztaczają się wspaniałe widoki na dolinę Sanu i bieszczadzkie połoniny. Jego stoki porasta rzadka, ciepłolubna roślinność. Dlatego powstał tu rezerwat florystyczny. Samo wzgórze jest cześcią Gór Słonnych. To już Karpaty Wschodnie, podczas, gdy nieodległe Pogórze Bukowskie, Dynowskie i Przemyskie to Karpaty Zachodnie.
U podnóża zamku biegnie linia kolejowa. Wiosną 1946 roku rozegrała się tu bitwa pomiędzy kilkoma sotniami UPA, a oddziałami SOK-istów. W walce SOK wspierał pociąg pancerny. Na zdjęciu widok na najwyższe pasma polskich Bieszczad. Tam na ostatnim planie je widać. Niestety, mimo słońca, horyzont był nieco zamglony.
A to już widok ze słynnych serpentyn na drodze z Sanoka do Przemyśla. Według rozpisu na tablicy informacyjnej widać stąd Karpaty od Cergowej po Tarnicę. Serpentyny to też jedno z ulubionych miejsc dla motocyklistów i kolarzy górskich. Karakorum Highway to nie jest, ale niewiele w Polsce podobnie krętych dróg. Majestatowi widoku na góry dodatkowego splendoru dodawały krążące na niebie orły i kruki. To był prawdziwie górski postój.
San w Sanoku. Wzgóza po drugiej stronie to właśnie Góry Słonne.
Oraz sanocki „Plac Czerwony” 😉 To było dobre wiosenne popołudnie.