Lud Ameryki
Antybohater
Społeczność Murzynów Amerykańskich dała swojemu krajowi wiele wybitnych postaci. O choćby taki James Beckwourth. Traper i badacz Dzikiego Zachodu. Weteran wojny secesyjnej i wojen indiańskich. Jednocześnie wódz jednego ze szczepów „Nejtiv Amerykanów”. Afroamerykaninem był też Jimmi Hendrix. Hendrix – geniusz gitary elektrycznej, który wniósł wielki wkład w rozwój muzyki rockowej. Ciemną skórę miał także sierżant pierwszej klasy Matthew Leonard. Leonard to zawodowy wojskowy. Służył od 1949 roku, walczył w Korei. Poległ bohatersko w Wietnamie w roku 1967. Za swoje czyny pośmiertelnie odznaczony został Medalem Honoru. Te trzy postacie COŚ wniosły, dołożyły swoją cegłę do budowli zwanej Stanami Zjednoczonymi Ameryki.
Teraz zadajmy sobie pytanie co wniósł swoim życiem George Floyd? Ano nic pozytywnego. Jego żywot rozbójnika był jakby ucieleśnieniem najczarniejszych stereotypów o Afroamerykanach. Tak, to był „Człowiek na literę N” żywcem wyjęty z rasistowskich dowcipów. Nie będę tu wnikał czy wyrok sądu dotyczący przyczyn jego śmierci był sprawiedliwy czy też nie. Ława przysięgłych orzekła i nie będę się z werdyktem „spierał”. Istotne jest to, że owszem George Floyd odcisnął piętno na historii USA, ale był czarnym charakterem. Żeby choć był dajmy na to wybitnym raperem reprezentujący nurt gangsta czy genialnym koszykarzem z bujnym charakterem. Wtedy coś jasnego błyskało by na czarnym obrazie jego życiorysu. Nie był. Był tylko drobnym rzezimieszkiem. „Kanonizacja” tej postaci jako świeckiego świętego jest, delikatnie mówiąc, kontrowersyjna. Bycie ofiarą nadmiernie brutalnego działania policji nie czyni z niego anioła. Tak samo jak to, że Floyd żadnym bohaterem nie był nie czyni Dereka Cheuvin’ea niewinnym morderstwa. To też prawda.
Bohater albo i antybohater
Teraz spójrzmy na inną postać, która odcisnęła znak swój na najnowszej historii USA. Donald Trump – dla jednych wyzwoliciel i obrońca Ameryki. Dla innych ucieleśnienie wszystkiego co w niej najgorsze. Nie chce tu wnikać w prywatne życie Trumpa. Oceniać jakim był biznesmenem i pracodawcą zanim został prezydentem. Napiszę o tym czym był już jako kandydat na prezydenta. Był głosem amerykańskiego ludu. Ludzi z klasy robotniczej i klasy średniej. Ciężko pracujących Amerykanów. Także tych Afro bo Trump zyskał w tym elektoracie (podczas obu wyborów 2016 i 2020) zaskakująco dużo głosów jak na republikańskiego kandydata.
Był głosem ludu, któremu nie podoba się rosnącą potęga Chin. Nie podoba się globalizacja, która zaczęła być zagrożeniem dla amerykańskiej potęgi i dobrobytu. Nie podoba się też potęga korporacji tworzących państwa w państwie. Oraz panoszenie się campusowych snołflołersów, „lewicowych aktywistów”, grantowych najemników wielkich magnatów. Bunt to dla mnie zrozumiały i czytelny. Pewnie sam bym głosował na „Blondyna”. Let’s go Brandon!
Czy „trumpizm” był właściwą i skuteczną odpowiedzią amerykańskiego ludu na poczucie zagrożenia? To temat na długie rozważania. Na pewno był jednak próbą wyrwania się z kleszczy upadku i pauperyzacji.
Wojna
Zamieszki jakie ogarnęły amerykańskie miasta latem zeszłego roku dla wielu były spontanicznym wybuchem frustracji Afroamerykanów.Ich przyczyną był owszem gniew na zaklęty krąg biedy i przestępczości. Na dziedzictwo niewolnictwa i segregacji rasowej. Nadal obecny rasizm. Na dodatek na to wszystko nałożyło się zmęczenie lockdownami i to, że covid wyjątkowo lubił pożerać czarne życia. To wszystko prawda, ale prawdą jest też to, że ów bunt był „kolorową rewolucją”. „Miękką rebelią” podobnej do wydarzeń na Ukrainie czy w Syrii na pewnych etapach tamtejszych konfliktów. Zamieszki rozkręcała organizacja BML oraz media robiące z Floyda herosa. Była to rebelia ukryta pod płaszczem „spontanicznego wybuchu”. Bunt, który miał nie tyle obalić Trumpa co znacząco obniżyć jego szanse na reelekcję.
Antytrumpowscy dziennikarze i analitycy lubią powtarzać slogan o „generalnie pokojowych protestach”. Generalnie pokojowa to była np rewolucja Solidarności w PRL-u. Owszem dochodziło do bójek i ulicznych zadym z ZOMO, ale …to reżym był stroną agresywną. To ZOMO atakowało pokojowe manifestacje, pacyfikowało strajki. W USA było inaczej. Symbolem buntu z lata roku 2020 są wszak palone i grabione sklepy. Nie podpalali i nie kradli policjanci. Robili to buntownicy. Czy na Białorusi latem tego samego roku dochodziło do takich dzikich ekscesów? Jeśli nawet to incydentalnie. W swej istocie „rewolta BML” nie była pokojowa. To była wojna domowa prowadzona „podprogowymi” metodami. Wojna pałki i koktajlu Mołotowa. Wojna prowadzona z użyciem m.in band gangusów. Karnawał rzezimieszków.
Ochotnik czy terrorysta?
I w tym momencie pojawia się trzeci bohater, który odcisnął swój znak na historii Ameryki początku wieku 21. Bohater dla jednych, dla innych antybohater. Kyle Rittenhouse, którego proces skończył się niedawno. Uniewinnieniem. Kim jest Rittehouse? Jak dla mnie… Obywatelem USA, który postąpił zgodnie z najlepszymi tradycjami pionierów. Wziął „rajfla” i pojechał bronić dobytku współobywateli przed bandami. To historia z westernu, nie z filmu o uzbrojonym maniaku. Jak orzekła ława przysięgłych – nie był terrorystą, który chciał sobie postrzelać do „czarnuchów i lewaków”. Bronił się. Zresztą zabici antifiarze byli biali, choć oczywiście można zrobić z nich „honorowych Murzynów” 😉 Oczywiście prawdą jest, że Rittehouse był za młody by legalnie posiadać karabin. Nie można tego zanegować. Nie jest to jednak powód do uznania go za mordercę! Nielegalne posiadanie broni i użycie jej w samoobronie to nie zbrodnia tylko przewinienie. Chyba, że to zbrodnia… W domu, w którym piszę ten wpis mieszkał wujek Zdzisek. W 1947 został skazany za nielegalne posiadanie broni na 12 lat. Były to czasy stalinowskie. Jak tak patrzę na tych co chcieli wsadzić Kyle’a za kratki na dożywocie to przypomina mi się właśnie historia wujka.
Rittehousowi życzę by puścił z torbami pismaków, którzy go zniesławiali. Oraz zdrowia, szczęścia i pomyślności. Ameryce zaś by wyszła z tego zakrętu na prostą.
Na fotkach – kowboj na prerii, sierżant Leonard.
W następnym odcinku – o dziennikarzu, który został żołnierzem. O podlaskich mokradłach i mazowieckich olszynkach. Oraz o tym, że czasem nie ma wyjścia.
P. S.
BML to, jak się zdaje, Ku Klux Klan a rebours. Znam jednak tą organizację tylko z relacji medialnych. Za to antifiarzy poznałem osobiście. Hmmm… Była to „młodzież nie ucząca się i nie pracująca, notowana przez policję, mająca problemy z nadużywaniem substancji psychoaktywnych”. Jak mniemam, amerykańska Antifa rekrutuje swoich bojowników z podobnego „elementu”.
P. S. 2
https://chutornik.pl/2021/09/na-20-rocznice/
Administracji Joe Czachlyka całkiem sprawnie idzie wojna z Konfederatami. To, że już się skończyła nie ma znaczenia. Skoro płeć jest tylko konstruktem to i jest nim czas.
