Przybądź rycerzu
Jak podają statystyki Głównego Urzędu Statystycznego w 2020 mieliśmy najwięcej zgonów na 100 000 mieszkańców od 1951 roku. 1951… zrujnowany, wygłodzony kraj pod butem Stalina. Rok 2021 jest jeszcze gorszy. Jeśli zerknie na wykres, to robi to ponure wrażenie. Od 2020 idzie ostro w górę. Lecz nie o covidzie ten wpis, ale o śmierci szerzej rozpatrywanej. Starzenie się społeczeństw to problem szeroki jak lądy i wody między Pekinem a San Francisco. O ile za mego dzieciństwa straszono, że Ziemia przeludni się, to teraz jest na odwrót. Planeta nasza zaczyna się mocno wyludniać. Nasza Ojczyzna wyludnia się zaś szczególnie szybko. Stolarze coraz mniej kołysek zbijają w swoich warsztatach. Coraz więcej zaś trumien. Kostucha wisi nad nami i swoją ostra kosa co raz ścina nowe głowy. Nawet i po covidzie nie zabraknie jej roboty.
Należy jednak tyle martwić się trumnami co zapytać – jak sprawić by zamawiano u stolarzy więcej kołysek? Zaznaczę przy tym, że pytanie indywidualnych ludzi i par o to czemu są sami/ nie mają dzieci jest bardzo nieeleganckie. Czasem zaś okrutne. Boć za samotnością/ bezdzietnością często stoją przeróżne smutne okoliczności. To pytanie należy jednak samym sobie zbiorowo zadawać jako Naród. Naród pytający samego siebie. Bo to problem absolutnie najważniejszy w tym momencie naszej historii. Jeśli nie odpowiemy to za chwilę zapadnięty się do środka.
Od czego zacząć?
Naszym prawicowym posłom zdaje się wydawać, że ograniczając coraz bardziej możliwość legalnej aborcji sprawią, że owa praktyka zniknie kiedyś niemal zupełnie. Nic bardziej mylnego. Rośnie przyzwolenie społeczne na owe praktyki. We wszystkich ościennych krajach aborcja jest legalna. Przeważnie jest też dostępna dla „turystek”. Dostać „nielegalne” pigułki wczesnoporonne to też nie problem i w kraju. Nie wnikając w to czy aborcja jest moralnie dopuszczalna czy nie, każda to jeden obywatel/elka mniej. Każda kobieta, która nie zdecyduje się na macierzyństwo to obywatele/obywatelki które się nie urodzą. Każde małżeństwo, które zatrzyma się na jednym dziecku daje demograficzny minus. Co robić? Zacząć od podstaw!
Najpierw od mieszkań. To problem nie tylko polski, problem lokalowej biedy. Trzeba całkowitej zmiany systemu. Gdy 24 letnia letnia Ola zaczyna poważny związek to powinna mieć pewność, że ze swoim Sebastianem, za 20 lat „będą na swoim”. Za 20 nie za 40. Na swoim, ale nie w „mikroapartamencie” tylko normalnym mieszkaniu. Takim dla rodziny co najmniej pięcioosobowej. Jak to zrobić? Nie wiem, ale wydaje mi się, że deweloperka to od dawna „państwo w państwie”. Nie, że uważam każdego biznesmena z tej branży za łotra. Po prostu trzeba zrobić porządek w tej sferze życia społecznego. Skuteczny porządek.
Dalej, trzeba zmienić bardzo wiele u samych podstaw. Ginekologia i położnictwo. Żłobki i przedszkola. Kwestie łączenia rodzicielstwa z pracą zawodową. To chyba zresztą zrozumiałe dla wszystkich. Jeśli jednak ktoś ma wątpliwości to niech spojrzy na statystyki urodzeń wśród polskiej emigracji. Choćby tej na Wyspach Prawie Szczęśliwych. Mówią same za siebie. W Wielkiej poniekąd Brytanii aborcja jest legalna i dostępna. Polki jednak rodzą bez zakazów i nakazów. Bo po prostu chcą.
Pozostaje jeszcze kwestia przeróżnych ideologii, które orają młode umysły. Post-feminizm, post-liberalizm, lewicowy astral, marksizm-julkizm, incelizm itp. Temu nie zaradzi minister Czortek. Nie pomogą encykliki Jana Pawła II na liście lektur. Na to pomógł by tylko covid-26 i potop moskiewski. Rady na to nie ma, ale zwiększenie liczby żłobków – na to rada jest!
Ponura zagadka
W kontekście rozważań o demografii fascynuje mnie niezwykły a przerażający syndrom. Mamy w Ojczyźnie mnóstwo „porzondnych chłopaków”. Takich w wielu między ok 30 a ok 40. Kawalerzy już nie młodzi, ale jeszcze nie tak starzy. Porządne chłopaki ze stabilna pracą. Bez wyraźnych ubytków w uzębieniu i z funkcjami seksualnymi w normie. Uprawiający sporty i czytających książki. O życiu myślący poważnie. Mamy też w kraju mnóstwo sporo panien już nie młodych, ale jeszcze nie starych. Takich co może i nie wyglądają jak Afrodyta, ale też niebrzydkie są. Serca u nich spragnione miłości. Czytają romanse, słuchają ojca Szustaka, modlą się o Dobrego Męża.
I tak żyją, żyją i w tym życiu się rozmijają. Czemu? Jaka tego przyczyna? Jakiś rodzaj korekty maltuzjańskiej? Jakieś złe czary? A może po prostu strach, wygoda? Może zwyczajnie przyzwyczajenie do życia w samotności? Nie wiem, ale jeśli w jakichś bogów wierzycie to bijcie im pokłony by te dwie grupy się w końcu spotkały. Jeśli się spotkają będzie dobrze. Nie spotkają będzie z nami źle.
Polska 2080
Jeśli nawet „demografia ruszy” to i tak nieodzowne będzie zapełnianie luki imigrantami. To już się zresztą dzieje od paru dobrych lat. To konieczne czy się to komuś podoba czy nie. Zważmy zalety i wady tego rozwiązania. Zalety to wiadomo – ręce do pracy. Szczególnie do robót ciężkich. Idzie ten zysk w dwie strony. Mykoła i Zurab wysyłają dewizy do swych wiosek wśrod stepów Zaporoża i gór Kaukazu.
Teraz popatrzmy na to co jest problemem. Jeśli mechanik samochodowy Zurab Dżygitszwili przyjedzie do Łodzi i popracuje tam parę lat to dobrze. Dobrze dla Polski i dla Gruzji. Jeżeli jednak zostanie tu na stałe… To Gruzja straci i mechanika i hmmm… reproduktora. Brzmi to darwinistycznie , niemal biologicznie, ale przecież o biologię tu głównie chodzi. Gdyby rodzinna wioska Zuraba była przeludniona to było in plus dla niej. Jest jednak na odwrót jego wioska się wyludnia. Jego kraj się wyludnia. Nie chcemy przecież tego. Nie jest w naszym interesie dobijanie bratniej Gruzji. Tym gorzej dla Gruzji jeśli wyjedzie do Warszawy jedyny brat Zuraba – inżynier Eduard Dżygitszwili. Gruzja traci wtedy nie tylko drugiego człowieka, ale i inżyniera. Zysk niby dla nas, ale okupiony ciężkim kosztem.
Należy też przygotować się do tego, że Rzeczpospolita Polska w 2080 (jeśli nie zniknie z mapy) będzie krajem równie wielonarodowym jak przed II wojną światową. Będziemy musieli się przyzwyczaić , że 1/3 obywateli to Ukraińcy, Białorusini, Wietnamczycy, Bengale, Tamilowie, Ormianie, Azerowie, Ingusze, Portugalczycy, Nigeryjczycy etc. Będziemy musieli przyzwyczaić się do generałów- Czeczenów, dyrektorów-Ukraińców, posłów-Bengalczyków i może nawet do prymasa – Afropolaka. Musimy te masy zasymilować państwowo. Jedyną alternatywą jest nieskuteczna, chaotyczna i podszyta szowinizmem polityka narodowościowa II RP. Czy to się uda? Hmmm ja mam wrażenie, że polskie państwo nie potrafi na dzień dzisiejszy zasymilować dużej części Polaków…
Na koniec
Na koniec chciałbym przypomnieć wpis, który powstał niemal rok temu – https://chutornik.pl/2021/02/jednoprzymiotnikowa/
To może i ważniejsze niż żłobki i mieszkania …
Do poczytania!
P.S.
Mam nadzieję na powrót zimy! Lepsza zima karpacka niż kornwalijska.



