Za głupotę trzeba zapłacić


Wiele osób w Polsce czuje nienawiść, odrazę lub zimną niechęć do Wiktora Orbana. Część ogłasza koniec przyjaźni polsko-węgierskiej. Mi osobiście Orbana…na swój sposób szkoda. To taka postać z baśni o królu, który robił interesy z diabłem. Demon wywiązywał się z umowy. Złota i srebra ciągle przybywało w skarbcu. Wszystko szło dobrze do czasu, gdy diabeł pojawił się nagle, podczas nocnej wichury, w sypialni chciwego monarchy. Trzymając cyrograf w pazurach i wskazując pewne frazy w nim zapisane… Szukając zaś historycznych analogii zdaje się, że węgierski premier w swoim lawirowaniu „zakiwał się” niczym Jerzy II Rakoczy.

Szkoda mi, ale i złość mam ku Wiktorowi. Fidesz obaliwszy postkomunistyczny system oligarchiczny sam wytworzył własną magnaterię. Tani gaz był sposobem na kupowanie głosów. Sam Orban zaczął mi przypominać Miloszewicza Light. Owszem demokratycznie wybranego i owszem umiejącego zadbać o interesy Węgier, ale coraz mniej przypominającego tego polityka, którego polubiłem przed laty. Teraz jest dla mnie Paprykowym Łukaszenką. Miejsca dla niego w Międzymorza nie ma. Tylko pogłębiająca się izolacja jest odpowiedzią na fideszową politykę wobec wojny na Ukrainie. Jest adekwatną odpowiedzią krajów zagrożonych rosyjską agresją – Polski, Rumuni, Litwy i innych.

Na fotce Balaton. Miałem tam pojechać latem, ale nie pojadę póki Fidesz jest u władzy.

P. S.

Wyjątkowo ciekawy numer…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *