Dni coraz dłuższe
Lubię świty sierpniowe, gdy na nieboskłonie widać wyraźnie Jutrzenkę. Lubię i październikowe skąpane w czerwieni jesieni. Także i styczniowe, gdy wschodzące słońce skrzy na śniegu tysiące złotych iskier.
Lecz może i najpiękniejsze są te marcowe. Gdy dzień staje się wyraźnie dłuższy. Nawet, gdy zamiast słońca wiatr goni chmury i tumany deszczu ze śniegiem to jest wyraźnie jaśniej. Marzanna odchodzi, Wiosna przychodzi. Tak samo i przejdą te czasy dzisiejsze. Czasy w których wojna i dekadencja, nieustanny rollekoster przesytów i niedosytów mieszają się w chocholim tańcu bezładu.