Krętą drogą pośrod drzew cz. 2
Gdy Bohun mówił o flecistkach Zbysiu zrobił pełną konsternacji minę. W końcu jednak załapał i znów rozległ się gromki rechot. Tak głośny, że aż odbił echem od ściany drzew po drugiej stronie rzeki.
-Flecistki , osz ty Don Juanie! A częściej tobie Jędruś tak przygrywały?
-Nie, Kalina znalazła sobie studenta medycyny. Nic mi nie mówiła o nim, ani o tym , że była ciężarna…
-Z którym?
-Nie wiadomo, braliśmy ją w jednym czasie, wyskrobała. Wyszło wszystko, ryczała, przepraszała ta i przyjąłem, ale widzieć jej więcej nie chciałem
-Wychował byś dziecko jakbyś nie wiedział czy twoje?
-Może…ale wybrała pana doktorka…Ę, ą, , elyta a ja co? Budowlaniec, były „leśny bandyta” i dezerter z „Ludowego” i tylko matura na kompletach. Ona miała na początku kisiel w majtkach jak opowiadałem a to jak zabiłem w Kołobrzegu jednego Niemca nożem , a to jak zastrzeliłem jednego konfidenta UB jak leżał ze swoją babą w łóżku i biała pościel zrobiła się biało – czerwona i te wszystkie rzeczy. Podniecało ją to do czasu, a potem ….
-Znudziło?
-Nie, chyba bardziej zaczęło nużyć, przerażać. To jak krzyczałem przez sen, jak się rozpłakałem na wesołej domówce. Doktorek dawał…dawał jej przyszłość. Zmęczyło ją, z postacią z filmu się dobrze pieprzy , ale żyje już niekoniecznie….
– Bohun! Ty jeszcze młody jesteś chłop? A w górach kiedyś byłeś?
– A przed wojną , w harcerstwie , pamiętasz mówiliśmy sobie , że pojedziemy w Tatry, w Czarnohorę. I nie pojechaliśmy.
-Ta Tatry dalej w Polsce!
-Jaka to tam Polska…
-Ludowa, cholera jest jaka jest, gomułkowa, bez Wilna, bez Lwowa, ale mamy nasz Odrzańsk.
-Tatry…nigdy nie byłem.
-Jędruś to do chuja jedź! No Zakopane, Rabka, Karpacz, Krynica nie wiem, może Iwonicz? Dancingi, dziewczyny, żonę sobie znajdziesz. Jak nie żonę to choć se ulżysz. Albo nad morze jedź, o do Międzyzdrojów jak do Kołobrzega nie chcesz. Poruchaj choć.
-Międzyzdroje to poniemieckie Zbysiu.
-Jakie tam poniemieckie. Bohun! To Wolin, to nasze – piastowskie.
-Kiedy? Zbysiu? W średniowieczu?
-Teraz. Nasza Ziemia Piastowska. Tak jak Odrzańsk…
-Oderstad…Jaki tam Odrzańsk. Połowa domów to jeszcze ruiny. Wilno było nasze, Nowogródek.
-Wilno teraz ani nasze, ani Litwinów tylko Moskali. Jak za czasów generała Wieszatiela. Ja w Workucie z takim Litwinem na jednej pryczy leżę, gadamy i wyszło , że w 44-m do siebie strzelaliśmy. Potem on strzelał do Sowietów i ja też. Po co nam to było, ta wojna o Wilno? A jak Sowiety upadną to niech już Wilno będzie ich litewskie, ale nasz Odrzańsk niech będzie nasz, polski.
-Jaki tam kurwa polski, Oderstad…
-Jędruś dla mnie to Odrzańsk. Mam z Basią Marysię, Olę i Wojtka. Marysia i Wojtek urodzili się tu. Dzieci piastowskiej ziemi.
Zbyszek wyjął z przepastnej torby kolejne smakołyki. Pęto kiełbasy, kawałek chleba i flaszkę bimbru. Słońce zaszło już za horyzont, na niebo wyskoczył srebrny księżyc, a chłopcy kontynuowali rozmowę. Księżyc był w pełni, noc czerwcowa. Szkoda było wracać.
-Dobry samogon Andrzejku co? Taki dla Bohuna, albo dla Kmicica hehe mocarny
-Dobry Zbysiu. A myśmy się czasem tam w tych naszych puszczach nie bawili czasem w kmicicową kompanię? W Indian? Podchody, zasadzki, zabawa w wojnę. A potem poszliśmy szturmować Wilno z paroma moździerzami…
-Trzeba było, mieliśmy kurwa nie walczyć?
Tu chorąży Wichura alias Zbysiu przestał być wesołym jowialnym mężem rudej, piegowatej, cytatej Basi, lubianym brygadzistą z pobliskiej cukrowni i znów stał się tym kim był kiedyś. Leśnym. Kontynuował podnieconym głosem.
– Mieliśmy oddać Kresy bez walki? Była wojna, trzeba było walczyć! Honor też jest! Jeeest ważny…Nie można dać się bezkarnie bić, ruchać. Wiesz ja najpierw trafiłem do takiego łagru w Stalino. Kto tam nie był, Węgry, Rumuny, Niemcy , banderowcy , własowcy, estońskie SS, krasnoarmiejcy co się poddali Niemcom, my i kryminalni. Urki raz znaleźli takiego Niemca. Młodziutki, blondynek, twarz jak dziewczyna. Huknęli raz , drugi,przestraszył się to tylko im było w to graj. Zrobili sobie z niego „kobietę” , a w końcu zrobili zabawę ile ich wytrzyma po kolei. I tak skończył życie…Trzeba się czasem bić za wszelką scenę bo będą Cię jebać na śmierć.
-Zbyszek – tu Bohun złapał kolegę za ramiona – ale nasza Rzeczpospolita to nie była Jugosławia! Walczyć w lesie, zabijać kapusiów, robić sabotaż tak, ale po co to w Wilnie, w Warszawie! Prawdziwe wojsko to ja zobaczyłem u berlingowców. Katiusze, tanki, sudbakery, a my co w partyzantce? Moździerz na batalion? Zabawa w Indian i tyle.
-Ale zwiałeś…
-Ciągnie wilka do lasu…Do Niemca strzelać…czasem nawet lubiałem…kazali bić swoich. Nie umiałem. Pomyślałem sobie – co by rodzice, siostra pomyśleli o mnie. Co by pomyślała Lala…
-Lala…Jędruś! Rany boskie, siedzi Ci w sercu…
-Siedzi….
-Ta joj, taż ona ma męża, a tobie baby trzeba tu. W Odrzańsku. Ja już z Basią pogadam, jak nie chcesz w Zakopanem szukać to my ci już tu znajdziemy.
-Tu na ziemi Piastów?
Bohun pociągnął duży łyk samogonu, obtarł usta i roześmiał się głośno.
-Tu, tak tu na naszej ziemi, naszej polskiej, a nie jakiekś poniemieckiej!
Teraz obaj roześmiali się głośno. Siedząc pod srebrną tarczą księżyca na brzegu piastowskiej Odry…
Pisząc nie siliłem się na imitowanie „wileńskiej mowy” , której nie znam. Stwierdziłem, że próby takiej imitacji wyjdą sztucznie, a może i gorzej. Skąd pomysł na to opowiadanko? To już długa historia 🙂
P. S.
Oj namieszało się w relacjach polsko – ukraińskich. Jak zwykle niepotrzebnie. Napiszę coś, ale teraz mi się nie chce bo jeszcze urlop mam. Korzystam i tak sobie patrzę na te Tatry i myślę, że w październiku muszę wejść na Krywań.
