Notatki z Kresów Dalszych cz.2
Panowie! Dobrze, ale inaczej!
Czytam w „DoRzeczy” informacje, że wiele miast rozważa zawieszenie lub zerwanie współpracy partnerskiej z „bratnimi” miastami ukraińskimi ze względu na to, że w tychże miastach są ulice Bandery i Suchewycza. Naciskanie na Ukraińców jest oczywiście słuszne, ale musi być sensowne. Rzecz jasna po takiej akcji naszych samorządowców ulice Bandery i Suchewycza nie znikną. Wyobraźcie sobie, że jacyś ukraińscy samorządowcy „poproszą stanowczo„, by zakazano w Polsce wydawania „Ogniem i Mieczem” bo to „antyukraińska książka„. Oczywiście nikt się tym nie przejmie. Zamiast rządać niemożliwego należy raczej rządać czegoś konkretnego. Na przykład miasta partnerskie Lwowa powinny wyrazić oficjalną „prośbę” by „Lwy Łyczakowskie” zostały wypuszczone z „klatek„. Jeśli zaś samorządowcy z stolicy Hałyczyny zdecydują się je usunąć sprawą powinien się zając rząd i to na serio (https://dorzeczy.pl/kraj/81778/Wladze-Lwowa-usuna-lwy-z-Cmentarza-Orlat-Ostra-reakcja-polskiego-MSZ.html ). Wyrazy ubolewania i puste groźby to za mało. Potrzebne jest ultimatum i środki odwetowe. Skoro Haliczanie chcą zimnej wojny to powinni ją dostać. Nawet, gdyby miało to przynieś straty polskiej i podkarpackiej gospodarce. Innaczej za chwile będziemy musieli znów ustępować.

Na obrazku głównym – dokument końcowy Unii Lubelskiej.
Dwie trumny
Polskim myśleniem o „polityce wschodniej” rządzą, parafrazując Giedroycia, dwie trumny. Dmowskiego i Giedroycia. Z tych trumien wychodzą często dwa duchy. Pierwszy duch, duch Romana, kieruje polskich polityków, samorządowców i publicystów ku swoim wizjom „twardej walki o byt” i „umacnianiu polskiego stanu posiadania na wschodzie„. Cóż ta „walka o byt” w międzywojniu była główną pożywką dla ukraińskiego nacjonalizmu (https://chutornik.pl/2018/09/jestem-ze-wschodu-wole-dluzsze-wasy/). Po za tym sam Dmowski mawiał, że nie jest wyrocznią, a świat się zmienia. Tych akurat słów ducha Romana neoendecy słuchać nie chcą. Dla nich obecna 1,5 milionowa mniejszość ukraińska to ta sama mniejszość co przed wojną. Nic to, że dzisiejsza diaspora przypomina współczesną diasporę polską w UK, a przedwojenna Serbów z Republiki Serbskiej w Bośni. Nic to, że konfliktu terytorialnego nie ma. Memy, napisy na murze i komentarze o „polskim Lwowie” czy „ukraińskim Przemyślu” to jeszcze nie konflikt terytorialny. Dla neoendeków dalej jest 1918 r. i trwa walka o Lwów, albo 1943 r. i banderowcy palą polskie wsie. Celuje w tym szczególnie część Przemyślaków. Cóż, jak ktoś chce żyć na mentalnych Bałkanach niech żyje. Przemyśl co prawda obroni się przed inwazją niewidzialnej UPA i duchów z Armii Halickiej, ale nie obroni się przed emigracją młodych ludzi za granicę i do większych ośrodków. Ostatni zgasi światło. Takie miasto! Brama Unii i NATO!! Na szlaku Wschód-Zachód! Potencjalny „lądowy port” nowego Jedwabnego Szlaku! Perła Podkarpacia!
Warto przy tym zauważyć, że w dalszej perspektywie, gdyby nie daj Bóg Ukraina popadła w chaos, napad jakiejś banderowskiej milicji (kierowanej przez rosyjskich agnetów) na Przemyśl, Ustrzyki Dolne czy Hrubieszów jest możliwy. Jest to wizja bardziej prawdopodobna niż wizja rosyjskich czołgów w „Przesmyku Suwalskim„.

Drugi duch to duch Giedroycia. Straszy on polityków i publicystów wizją wojsk Putina we Lwowie. Sprawia, że nie mogą oni uwolnić się od jego wizji polityki wschodniej. Wizji jeszcze dwie dekady temu jak najbardziej słusznej. „Giedroycizm” powstał w czasach, gdy jeszcze nikt nie wyobrażał sobie upadku ZSRR (chyba, że w wyniku atomowej wojny). Wtedy był jak najbardziej słusznym. Należało zawiesić stare spory, gdy oba narody „siedziały w tym samym obozie„. Słusznym był też w okresie, gdy krzepła państwowość Ukrainy. Na poczatku lat 90-tych XX wieku Ukraina była państwem, które posiadało ok. 2000 głowic nuklearnych, za to de facto nie posiadało waluty. To znaczy miał taką, którą mógł fałszować każdy, a jej wartość była bliska zeru (czterozerowa inflacja).Nie było na Ukrainie wojny, ale bomba, kałasznikow i kij bejsbolowy był zupełnie normalnym narzędziem prowadzenia biznesu. Gospodarka byłą w stanie rozkładu, kraj był na granicy głodu i anarchii. Wtedy naprawdę nie było sensu „walczyć o prawdę o Wołyniu„. Ukraina okrzepła i mamy dzięki temu bufor. Wojska rosyjskie na południowym-wschodzie stoją na Krymie a nie pod Przemyślem. Plan minmum osiągnęliśmy. Co dalej? Tego już wyznawcy „giedroycizmu” nie wiedzą. Na każdy ukraiński afront odpowiadają starą śpiewką: „Ukraina musi dojrzeć ” (ile będą dojrzewać?), „Nie mają innych bohaterów” (bzdura obraźliwa dla Ukraińców) czy „zagrożenie ze strony Putina jest poważniejszym problemem” (Putin nie ma zamiaru wysyłać teraz czołgów na Kijów, a tym bardziej na Warszawę). Traktują Ukrainę jak równorzędnego partnera, podczas gdy jest stroną ewidentnie słabszą. Polityka zaś to nie jest dobroczyność tylko gra interesów. Nie można mieć pretensji do Niemców, za to, że korzystali z polskiej „transformacji” (https://klubjagiellonski.pl/2014/01/04/wojcik-patologie-transformacji/). Raczej powinno się od nich uczyć. Można oczywiście podejmować z Ukrainą współpracę na zasadzie „wygrany i wygrany„, ale sama Ukraina musi tego chcieć. Nie da się budować projektów wspólnych bez obopólnych ustępstw. Możemy Ukrainie ustępować, ale i oni muszą ustępować. Taka sprawą, w której muszą ustąpić jest własnie kwestia Lwów i ekshumacji.
Co robić?
Dziś rząd miota się między polityką „międzymorską” a „dbaniem o interesy Narodu Polskiego„. Nie ma spójnej wizji działania. Nie ma pomysłów, bo nie ma w Polsce odpowiednich ku temu państwowych kadr: https://chutornik.pl/2018/09/kadry-decyduja-o-wszystkim/ . Opozycja (tzn. jej główny, platformerski nurt) zainteresowana jest głównie dbaniem o interesy Berlina byle tylko pomógł im w walce z PiS-em. Ideałem dla opozycji jest rozkład gospodarczy polski i masowe zamieszki, a nie silna Rzeczpospolita Polska. Działa to też w drugą stronę, bo rząd zainteresowany jest bardziej propagandą na użytek wewnętrzny niż realnymi działaniami vide idiotyczna ustawa „IPN-owska„.
Ja sam też pomysłu nie mam bo nie jestem ani Leon Wasilewski, ani Jerzy xiążę Giedroyć, ani Juliusz Mieroszewski. Wiem tylko na pewno – małe kroczki są lepsze niż wielkie deklaracje. Na przykład sprawa ekshumacji. Gdyby nagle w setkach miejsc na Wołyniu zaczeto wydobywać z dołów śmierci kości pomordowanych Polaków to narracja Wiatrowycza runęła by jak domek z kart. Można też na przykład zorganizować debatę z szefem ukraińskiego IPN. Nie jednak na jakimś zamkniętym spotkaniu tylko taką, którą będzie o 20.00 transmitować polska i ukraińska telewizja publiczna. Moderatorami takiej dyskusji powinni być historycy z najlepszych amerykańskich i europejskich uczelni. Wiatrowycz rzecz jasna się na taką debatę nigdy nie zgodzi, bo jest niezłym historykiem i wie, że jego manipulacje bardzo łatwo zdemaskować. Odmowę należało by nagłośnić na Ukrainie. I nie żałować na to nagłośnienie pieniędzy. Takimi kroczkami trzeba iść, a nie od razu rządać „kajania się za UPA”. Gdybym był Ukraińcem na takie rządania odpowiedział bym wzruszeniem ramion. Tak samo jak, jako Polak, odpowiadam wzruszeniem ramion na żydowskie rządania bym kajał się za szmalcowników. A co ja mam z nimi wspólnego? Trzeba też ustalić jak równoważyć kij i marchewkę. Naprawdę można w jednych dziedzinach „iść na noże” a w innych współpracować. Na przykład Izrael i Arabia Saudyjska współpracują na wielu polach, ale w oficjalnej propagandzie saudyjskiej Żyd to nadal wróg zły, okrutny i podstępny. Musimy się nauczyć robić państwową politykę. Taką jaka robił Piłsudski i Dmowski, a nie taką w stylu Tuska czy Kukiza 😉


P.S.
Paradkosem jest, że walkę lwowskich samorządowców z „Łyczakowskimi Lwami” kolejny już raz oprotestował Korpus Narodowy, o którym Wam ostatnio pisałem.
P.S. 2
Plac Pocztowy, o którym wczoraj pisałem (https://chutornik.pl/2018/11/najslynniejsza-ulica-kijowa/ ) to tak naprawdę Plac Kontraktowy. Czasem mi się mylą. Za pomyłke przepraszam. Korekta została już dokonana.