Słowo na niedzielę – koniec dekady
Kończy się powoli druga dekada XXI wieku. Zaczynałem ją w dawnej stolicy Polski, a zakończę zapewne w obecnej. Po drodze było Krosno, Exeter, Kijów, Rzeszów, Nowy Rzepnik. Trochę dużo się tego uzbierało. To mój Mikrokosmos, a w Makrokosmosie? Nie wiem jak na innych planetach i alternatywnych rzeczywistościach. Na Ziemi był to czas dość chaotyczny. Jesteśmy na jakimś rozdrożu dziejów. Jedni mówią o tym , że człowiek przekroczy sam siebie. Zyska nadludzkie możliwości. Inni zaś wieszczą koniec świata. Niektórzy nawet do niego się przygotowują. Głupi. Gdy Chrystus zasiądzie na tęczy (sic!) to na nic zdadzą się świetnie przygotowane bunkry na Nowej Zelandii. Po co bunkry? Nie budujmy bunkrów. „Bunkrów nie ma, ale i tak jest zaj….” jak powiedział bohater arcydzieła polskiej komedii – Laska.
Dekada ta była burzliwą. Zaczęła się fajerwerkiem Arabskiej Wiosny. Potężnym płomieniem, który chyba dogasa. Niestety nie przyniósł wolności (może tylko w Tunezji, ale czy na pewno?) za to spopielił ogromne obszary. Światowy dżihad dostał wiatru w żagle. Zdobycie przez siły ISIS Mosulu w 2014 roku można zrównać z zamachami z 11.09.2001. Odbicie tego miasta z rąk Państwa Islamskiego ( https://chutornik.pl/2017/11/rok-od-szturmu-mosulu/ ) i kilkuletnia bitwa o Aleppo stały się jednymi z symboli tego dziesięciolecia. A po za tym? Szalony skok ludzkości w świat internetowego matrixa, odrodzenie nacjonalizmów w Europie (podobno martwych od dawna), Brexit , Trump prezydentem USA, zaostrzenie rywalizacji Pekinu i Waszyngtonu, rewolucja i wojna na Ukrainie. Tak, działo się wiele. I zawsze będzie się działo. W moim życiu też działo się sporo. Czy mi się to podoba? Nie wiem. Na pewno było ciekawie i to jest dobre. Nuda to śmierć.


Wracając z Bajkowego Lasu. XI 2011 r.
Na głównej – koniec dnia nad Wilczymi Wrotami alias Przełomem Jasiołki. IV 2015 r.
Jakie będzie kolejne dziesięciolecie? Jaki będzie ten XXI wiek? Ja raczej pesymistą jestem. Choć, ja wiem czy można to nazwać pesymizmem? Może takie tąpnięcie jest nieodzowne? Może trzeba zrobić krok wstecz? Rozpędziliśmy się, a nie wiemy dokąd idziemy. Świat bez „apek” i „soszjalmediów” wcale nie musi być światem gorszym Powiedział bym, że nawet może być światem lepszym. A „elektrykę” i traktory będzie się w stanie odtworzyć nawet po największej katastrofie. Bez „apek randkowych”, a nawet bez telefonów, ludzie będą nadal się poznawać i chodzić ze sobą do łóżka. Może nawet częściej niż teraz. Będą urodziny i pogrzeby. I jakoś się żyło. Co jest więc bardziej prawdziwe, naprawdę potrzebne? Forma czy treść? Gromnice czy smartfony? Ziemniak czy samorealizacja?
Nie doceniamy komfortu czasów i miejsca w których żyjemy. W lecie 2014 roku strasznie jęczałem podczas mojego pierwszego rejsu do UK. Lekko nie było. W 62 dni schudłem siedem kilogramów jedząc przy tym wysokakaloryczne jadło. Naderwałem ścięgno w ręce i z tym naderwanym ścięgnem pracowałem. Bałem się wajzorów, niedoszłej teściowej i tego co ludzie o mnie myślą. A przecież byłem w komfortowej sytuacji! Robota ciężka, ale wypłata w funtach. Kurs funta był wysoki. Nikt do mnie nie strzelał. Gdybym urodził bym się kawałek dalej. Nie w Ustrzykach, a dajmy na to w Samborze. W lecie tego samego 2014 roku kulił bym się w okopie wykopanym na polu słoneczników, tam gdzie swe wody toczy Doniec i Ajdar. Nad głową świstały by „Śmiersze” i „Grady”. Taka rakieta ze „Śmiersza” zamienia w pył i kamyki jednorodzinny dom. Gdy trafi blisko człowieka nieosłoniętego odpowiednio to zostaje z niego krwawa mgła. Może jadły by mnie zdziczałe psy na ulicach Iłowajska, albo wilki i ptactwo na stepie pod Sawur-Mohyłą. Własnie w dzień mojego pierwszego przylotu do Anglii daleko na wschodzie zagrzmiały działa i dziwna wojna zasadzek i zamieszek zamieniała się w huragan ognia i stali. Mogłem też urodzić się, dajmy na to, w Sudanie Południowym. Całe znane mi życie było by życiem w kraju wiecznej wojny i głodu. Niczego innego bym nie poznał bo tam już tak jest, Mogłem w końcu mieć wypadek. O choćby skacząc do Wisłoka. Za młodu mieliśmy takie zabawy – skakanie ze skarpy do rzeki. Gdyby tak skok się nie udał i jeździł bym na wózku? Doceńmy życie. Doceńmy czasy. Bądźmy gotowi. Miejmy w domu gromnicę i lampę naftową.
Powiecie , że trochę zapętliłem się z tym straszeniem. Żeby nie było, jestem męską i kieszonkową wersją Kasandry, ale i Wernyhorą – amatorem. Być może czeka nas Sława. Nie ta sława – fejm celebrycki, ale ta Sława przez duże S. Lubie taki cytat z Hermana Buhla „Liczą się tylko rzeczy piękne i wielkie”. Tą krótką frazą ten słynny himalaista (i weteran bitwy pod Monte Cassino po tej słusznie przegranej stronie) trafił w sedno. O to, to. Sława grunt!

Nowy Rzepnik VIII 2019 r. 
Pierwszy dzień na tentach – VII 2014 r.
P.S.
Myślicie – „po co on wstawia takie przypadkowe obrazki?” 😉 Nie są przypadkowe, powiedzmy, że to pewien szyfr. Tak samo jak seria ostatnich „słów na niedzielę” układa się w pewien szyfr. Fajna to zabawa. Druga uwaga. Bardzo ważna. Nie chcę wychodzić na jakiegoś mądralę, czy uważającego się za Oświeconego. Mam pewnie nawet więcej wad niż przeciętny człowiek. Bardzo dużo wad.
P.S. 2
Przede mną ostatni tydzień. Gdyby was interesowało tenterstwo to możecie poczytać (i pooglądać fotki) o tym sporcie tutaj: https://chutornik.pl/category/podroze/south-west-uk/ tutaj: https://chutornik.pl/category/z-osobistej-szuflady/w-kolebce-romantyzmu/ oraz tutaj: https://www.facebook.com/Chutornik-z-dorzecza-Wis%C5%82oka-733039423393752/
Nowy Rzepnik. Hrabstwo Devon. 14.08.2019 r.