Słowo na niedzielę – ostatni felieton na koniec sierpnia


Kraj dzieciństwa

To była moja Pierwsza Polska. Ta pachnąca lipcowym sianem i wrześniową kukurydzą. Raczej wiejska, trochę już kresowa, błyskająca baniami cerkiewnych wież w dolinach karpackich potoków. Nie ma ludzi bez Ojczyzny, a ta pierwsza, ten mickiewiczowski „Kraj Dzieciństwa” jest najważniejsza. Dziś tego Podkarpacia z dzieciństwa już prawie nie ma. Coraz mniej już gospodarstw, w których gospodarz hoduje dwie krowy, a pracuje w hucie szkła czy fabryce autobusów. Dawne prowincjonalne wspólnoty rozluźniają się. Zgasła wiara w pogańskie bajki, coraz słabsza i ta chrześcijańska. „Postęp” powoli, prawie niezauważalnie, systematycznie i nieustająco przenika te podgórską krainę. „Postęp” ma dobre skutki, ale też i złe. Tak samo „zacofanie” ma swoje dobre strony jak i złe. Gdy widzę samoloty na podkarpackim niebie to ów „postęp” mnie cieszy. Wiem, że produkuje się na tej ziemi nowoczesne, solidne produkty. Tradycje sięgającą międzywojnia są kontynuowane. Gdy trzymam w ręku książkę wydaną w „Czarnym” wiem, że coś się dzieje w kulturze. Niby cieszy mnie to wszystko. To, że Podkarpacie przestaje być tą wyśmiewaną Polską B, osławioną Ścianą Wschodnią, a jednak czegoś mi brak. Ładne są „Karpackie Klimaty”, ładny jest sanocki skansen. To jednak tylko rekonstrukcje historyczne, klimatyczne spektakle, skanseny właśnie. Wszystko to ładnie wygląda i brzmi. Wiem , że pewne zmiany są już nieodwracalne, o ile nie nastąpi jakiś kolejny huragan historii.

Agitatorzy i Tatarzy

Chłopski konsumpcjonizm bogacącego się Podkarpacia przygotowuje drogę do tego innego, tego który pożre Stary Świat do reszty. Dziś to kupowanie nowych samochodów, zabawek dzieciom, budowanie domów, wyjazdy do SPA. Jutro przyjdą „agitatorzy” by zabrać dzieci na wychowanie. Rodzice się nie sprzeciwią, bo nie sprzeciwią się niczemu co przyjdzie ze świata dobrobytu. Jeśli więzi ze Starym Światem będą ograniczone jedynie do „rekonstrukcji„, „fajnej tradycji„, „klimatu” to prędzej czy później staną się tylko formą zupełnie wypraną z treści. Formy bez treści nikt bronić zażarcie nie będzie. Przyjdą więc owi „agitatorzy” i wezmą co będą chcieli. I nikt się nie sprzeciwi, bo dla bogatego społeczeństwa grzywny i bany w soszjalmediach, to jak dla biednego spalenie wsi, konfiskata zboża i bydła, deportacje i masakry.

Może być też i tak, że ów tajfun uderzy z dziką siłą i rozbije, i porwie w strzępy tą całą postnowoczesność. Wielkomiejscy Ludzie Sukcesu zamiast nad wyborem psychoanalityka, czy nowego miejsca na egzotyczne wakacje będą się zastanawiali jak zdobyć ziemniaki. Człowiek spod lasu, z starej chałupy, będzie ich miał pełna piwniczkę. Zbrojne watahy będą najeżdżać region, jak w dawnych wiekach ordy tatarskie i groźne pułki szwedzkie. Kałasznikow i mała, silna, czerwona krowa będą oznakami statusu społecznego tak jak dziś nowy samochód i kredyt. I tak też może być. Obym był złym prorokiem i obie moje wróżby się nie sprawdziły.

P.S.

W niedzielę mija okrągła rocznica wybuchu II wojny światowej. Czy mogła mieć dla Polski inny przebieg? Jest wiele historii alternatywnych. Jedną z nich znajdziecie tutaj: https://chutornik.pl/2017/09/gdyby-isc-znow-na-moskwe-wersja-1/

Kijów. 30.08.2019 r.