Dwie perspektywy, jedna wojna
Jutro mija dokładnie 25 lat od „oficjalnego” rozpoczęcia I wojny w Czeczenii. Wojny zażartej i brutalnej, której kolejnym etapem była jeszcze brutalniejsza II czeczeńska. Swego czasu było o tym maleńkim kraju głośno w Polsce i na świecie. Grozne, Budionnowsk, Dubrowka, Biesłan, Wiedeno, Samaszki te nazwy obiegły świat. Dziś konflikt na Północnym Kaukazie ucichł prawie zupełnie. Duża cześć bojowników wyginęła. Ta która przeżyła przeszła na stronę przynajmniej formalnie prorosyjskiego Kadyrowa. Inni zaczęli normalne życie czy na terenie Federacji Rosyjskiej czy poza jej granicami. Jeszcze inni wyjechali do Syrii na nowy dżyhad. Nieliczni kryją się jeszcze w leśnych ostępach. Wojna się skończyła, warto jednak przypomnieć tą datę – 11 XII 1994 r.
Swego czasu i ja sporo czytałem na temat wojen czeczeńskich. Jeśli miałbym coś polecić oprócz tego co już kiedyś „reklamowałem” : https://chutornik.pl/2019/01/ciekawie-o-czeczenii/ https://chutornik.pl/2015/10/smutne-arcydzieo-wojciech-jagielski/ )
to były by to reportaże Mirosława Kuleby i Anny Politkowskiej. Dwa zupełnie inne spojrzenia.
Kuleba to Polak. Trochę dziennikarz a trochę awanturnik – romantyk. Do Czeczenii trafił prosto z jugosławiańskiego frontu. Do końca nie wiadomo czy zajmował się na Kaukazie tylko pisaniem czy też przez pewien czas nie zmienił się w „Nochczi Borzoj” (czeczeńskiego wilka – partyzanta). Wielokrotne wyjazdy na czeczeński front przeżył. Dziś zajmuje się… uprawą winorośli i produkcją wina z niemałymi sukcesami na tym polu. Spod jego pióra wyszło szereg reportaży publikowanych m.in w niezapomnianym „MMS Komandos”. Cześć zebrał i wydał w formie książek. Jego opowieść to homerycki epos. Prawda miesza się tu z mitem. Czasem ewidentnie konfabuluje, na pewno jest stronniczy. Nie mniej warto… tylko trzeba umieć czytać tego rodzaju literaturę. Czyta się zaś bez nudy bo Kuleba ma pióro lekkie jak płatki śniegu wirujące nad turniami Kaukazu.
Politkowska to z kolei Rosjanka pochodząca z rodziny zsowietyzowanych Ukraińców. Dysydentka świadomie rezygnująca z wygodnego i spokojnego życia. Nawet bardzo wygodnego. Urodziła się w Nowym Jorku. Jej rodzice byli sowieckim dyplomatami. Należeli do sowieckiej elity władzy. Ona wybrała inną drogę. Trudną, niebezpieczną, zakończoną tragicznie. 7 października 2006 roku została zamordowana w Moskwie. Prawdopodobnie przez egzekutora wysłanego przez Razmana Kadyrowa. Prawdopodobnie był to urodzinowy prezent od tego czeczeńskiego watażki dla Władymira Władymirowicza Putina. Z okazji urodzin, które wypadały akurat 7 października. Była przede wszystkim to KOBIETA. Tak też patrzyła na wojnę. Wojna to dla niej otchłań krwi, łez, cynizmu, sadyzmu, bezprawia i szaleństwa. Nie ma w jej relacjach nic z „Iliady”, jest dużo z „Czasu Apokalipsy” i „Idź i patrz„.
Kuleba i Politkowska widzą wojenną Czeczenię zupełnie inaczej. Nie oznacza to, że jedne reportaże warto czytać a drugie nie. Po prostu patrzyli na ten konflikt z zupełnie innych perspektyw. Dla Kuleby był to zryw małego dzielnego narodu przeciw moskiewskiej tyranii. Dla Politkowskiej to bezsensowne piekło. Obie warto poznać jeśli interesuje was ten równie ciekawy jak przerażający temat. Ciekawy, przerażający i znaczący bo to z wojen czeczeńskich wyrosła putinowska Rosja.