Kraj Wilczycy
Skończyłem czytać książkę Macieja Maciejaka „Anatomia konfliktu rosyjsko-czeczeńskiego”. Książka ciekawa i potrzebna. Czeczenia to kraj niewielki, ale bardzo interesujący. Choć ta kraina jest wielkości mniej więcej województwa podkarpackiego to jednak jej znaczenie jest o wiele większe niż rozmiar. Dość powiedzieć, że II wojna czeczeńska wyniosła Władymira Putina do władzy, a Abu Umar asz-Sziszani alias Tarchan Batiraszwili, autor największych sukcesów wojennych Państwa Islamskiego, jest w połowie Czeczenem. Iczkeria (inna nazwa Czeczenii) miała też niemałe znaczenie dla historii Polski i Litwy pod zaborem rosyjskim. Śmierć tysięcy rekrutów zmuszonych do walki przeciw Góralom (zbiorcza nazwa narodów północnokaukaskich) była jednym z głównych zapalników powstania styczniowego. Mimo tego wiedza o Czeczenii jest w Polsce raczej słaba i pełna stereotypów. Jednym ten wojowniczy lud kojarzy się z szlachetną walką o wolność przeciw Moskowii. Inni widzą w Czeczenach tylko zwolenników radykalnej wersji islamu, dżihadystów tudzież mafiosów i bandytów. Najwięcej chyba takich co kojarzą Czeczenów głównie z sportami walki i uchodźcami. To wszystko po trochu jest prawdą. Po trochu… to znaczy prawdą nie jest. Lektura tej książki przybliżyć może prawdziwy obraz tego kraju i narodu. Dodajmy pierwszej tak obszernej monografii tematu od czasu wydania książki prof. Ciesielskiego czyli od piętnastu lat. Po za tym zapoznawanie się z jakimś tematem „na skróty” często kończy się tak:https://chutornik.pl/2019/01/modne-bzdury-o-iraku-i-syrii/ Dlatego warto czasem poczytać grubszą książkę. To kolejny plus sięgnięcia po tę książkę.

Kim są Wajnachowie ? Czyli część pierwsza
Pierwsze trzy rozdziały opisują historię Czeczenów od starożytności (prawdopodobnie pochodzą od starożytnych Hurytów) po przełom lat 80-tych i 90-tych XX wieku. Mimo tego, że jest to praca naukowa napisana jest barwnym, żywym językiem. Sporo miejsca zajmują informacje na temat mało znanej a bardzo ciekawej kultury Czeczenów. Przejrzyście opisany jest skomplikowany system społeczny tego ludu. Autor opisuje wojny Czeczenów z wojskami Czyngiz-Chana i Tamerlana. Ich stosunki z Gruzinami, Turkami i Persami, sąsiednimi Góralami. Później przechodzi do czasów rosyjskiej ekspansji zapoczątkowanej na większą skalę w XVIII wieku. Końcem tej części książki jest opowieść o epoce Gorbaczowa. Maciejak okrasza tekst licznymi ciekawostkami, o których mogą nie wiedzieć nawet zawodowi znawcy tematu. Mnie najbardziej zainteresował opis życia Czeczenów między 1957 r. (początek powrotów z zesłania) a 1990 r.. O ile o wojnie kaukaskiej (1817-1864), ludobójczej deportacji (1944 r) i historii tego kraju po 1990 r. wiedziałem sporo to o tym co się działo nad Sunżą i Terekiem w tych latach niewiele.
Są też minusy. Praca pełna jest poloniców. Niestety podrozdział o udziale Polaków w wojnie kaukaskiej (1817-1864) nie zawiera wzmianki o poborze rekruta wśród polskich chłopów. Oczywiście uczy się o „brance w rekruty” w szkole, ale wiedza szkolna jak wiadomo szybko ulatuje. Czytając ten fragment można ulec złudzeniu , że na Polacy walczący na Kaukazie to byli wyłącznie jeńcy z powstania listopadowego, konspiratorzy i rewolucjoniści. Z kolei w rozdziale pierwszym można znaleźć ciekawy podrozdział o stosunkach polsko-kaukaskich od XV do XVIII wieku. Nie wspomniano jednak o petyhorcach – czerkieskich najemnikach na służbie Polski i Litwy. Mieli oni wielki wpływ na rozwój staropolskiej sztuki wojennej. Jeśli już jesteśmy przy Czerkiesach. Plemiona Czerkieskie tworzyły od końca lat 20-tych XIX wieku „zachodni front” podczas wojny kaukaskiej. Wiązali znaczne siły rosyjskie. Bez ich walki „wschodni front” padł by o wiele szybciej. Warto napisać o ich bojach troszkę więcej niż tylko wzmiankę o ludobójczym wysiedleniu w latach 60-tych XIX wieku. Pewien niedosyt sprawił opis Degisty -Imamatu Kaukaskiego czyli państwa zbuntowanych Czeczenów, Inguszów i Dagestańczyków. Można było zamieścić nieco więcej informacji o systemie administracyjnym, ekonomii itp. tego niezwykłego państwa. Nie uściślono też czy obszar Czeczeńsko-Inguskiej ASRR dotknął Wielki Głód z 1933 roku. Na niedalekim Kubaniu „broń głodowa” przyniosła straszliwe żniwo (https://chutornik.pl/2017/10/kozacy-rewolucja/). Jak było w Czeczenii – z książki się nie dowiemy. I na koniec – może nie minus, raczej pewnego rodzaju niedosyt. Autor pisze, że po wojnie kaukaskiej lasy pokrywały zaledwie 10% powierzchni znanej ze swych rozległych, dzikich puszcz Czeczenii. Nie napisał jednak ile zajmowała powierzchnia leśna przed masowymi wyrębami zarządzonymi przez carskich generałów. Intryguje mnie to, bo ten mały kraj ma wiele stref roślinno-klimatycznych od półpustyń, przez stepy i lasostepy, nadrzeczne szuwary, lasy bagienne i wyżynne, regle podobne do karpackich, aż po rozległe tereny wysokogórskie. Trudno mi sobie więc wyobrazić ile lasów było przed generalną inwazją Moskali. W ogóle dobrym pomysłem było by umieszczenie w II wydaniu mapy fizycznej wschodniej części Północnego Kaukazu.

A jeśli chodzi o pytanie z podtytułu – Wajnachowie to zbiorcza nazwa Czeczenów, Inguszów, Kistów (Czeczenów z Gruzji) i paru innych spokrewnionych z nimi mniejszych grup etnicznych.

Pierwsza czeczeńska
Rozdziały czwarty i piaty poświęca Maciejak na opisanie „pierwszej niepodległości Iczkerii” i wojny obronnej jaką toczył ten kraj w latach 1994-1996. Autor stara się (przekonująco) udowodnić, że Czeczenia z lat 1991-1994 nie była swoistą „oazą gangsterów”. Prawdą jest, że kraj ten był w stanie straszliwego kryzysu gospodarczego, ale upadek gospodarki zapanował w całej przestrzeni postradzieckiej. Przestępczość na terenie zbuntowanej republiki była powszechna, ale tak samo było w całym dawnym „Bloku”. Bandyci strzelali do siebie na ulicach nie tylko w Groznym, ale i w Moskwie, Warszawie, Kijowie czy Biszeku. Do tego Czeczenia była objęta blokadą gospodarczą. Działy tam „zielone ludziki„, rosyjsko-czeczeńskie bandy rozbójników i sponsorowani przez Moskwę rebelianci. Izolacja międzynarodowa dodatkowo utrudniała normalne gospodarowanie. Przy tym książka nie jest laurką dla Czeczenów. Pokazuje błędy i zaniechania prezydenta Dżohara Dudajewa i jego zwolenników. Jeden z podrozdziałów poświęcony jest wojnie abchaskiej, w której Czeczeni brali udział po stronie rosyjskiej. Rozdział poświęcony inwazji rosyjskiej jest także niezmiernie ciekawy. Wojna ta, niezwykle brutalna i zaciekła, była dla Rosjan większym upokorzeniem niż klęska wypraw na Finlandię i Afganistan. Czeczeni pokazali jak się wojuje, a ich dokonania są dziś studiowane w akademiach wojskowych na całym świecie. Szczególnie bitwa o Grozny, która opisana jest ze szczegółami. Data publikacji dzisiejszego wpisu wybrana jest nie przypadkowo i ma związek właśnie z tym bojem. 19 stycznia 1995 roku rosyjska piechota morska zawiesiła sztandar na Pałacu Prezydenckim w Groznym. Obrona tego budynku była symbolem tej wojny. Przerażają przytoczone w książce statystyki. W ciągu 20 miesięcy przestało istnieć 60% budynków w miastach i 40% na wsi. Przemysł, drogi, sieć elektryczna i telefoniczna, mosty, linie kolejowe – wszystko zostało kompletnie zrujnowane. W kraju mającym w 1991 r. ok. milion mieszkańców zginęło w tym czasie 60-90 tysięcy ludzi. W tym znaczna ilość lokalnych Rosjan. Owszem, wojna jest brutalna, ale sposób w jaki prowadziła ją Federacja Rosyjska był niewątpliwie zbrodniczy, na granicy ludobójstwa.
Znów jednak muszę „podyskutować” z autorem. Opisując wkroczenie wojsk rosyjskich w grudniu 1994 r. używa terminu „agresja„. Jakby nie spojrzeć Federacja Rosyjska walczyła o integralność terytorialną. Tak samo jak Ukraina w 2014 r., czy Gruzja w 1992 i 2008 r. Z drugiej strony Czeczenia nie różni się wiele, jeśli chodzi o liczbę ludności i powierzchnię, od Krajów Bałtyckich. Czeczenów w Czeczenii w 1991 roku było niewiele mniej niż Estończyków w Estonii. Zarówno Kraje Bałtyckie jak i Czeczenia zostały podbite przez Rosjan (odpowiednio w 1861 i 1940 roku). Jedyną różnicą było to, że Litwa, Łotwa i Estonia miały status republik związkowych ZSRR, a Czeczenia była republiką autonomiczną wchodzącą w skład związkowej republiki rosyjskiej. Amerykanie chcieli rozpadu ZSRR, ale rozpadu samej Rosji już się bali. Mogło to zrodzić chaos. Na dodatek byoby to swoistym prezentem dla rosnących w siłę Chin. Tylko dlatego Dudajew był „przywódcą separatystów” a nie „działaczem niepodległościowym„. Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy „nieuznawanymi republikami” z obszaru postradzieckiego a Czeczenią. Żadna z nich nie była, nie jest i nie będzie w stanie funkcjonować bez „kroplówki„. W przypadku Donbasu i Naddniestrza trudno nawet mówić o „narodzie„. „Naród Donbasu” nie wykuł się w ogniu wojny z Ukrainą. Naddniestrzanie zaś to po prostu „Sowieccy Słowianie„, których w 1992 przestraszono wizją „rumuńskiego nacjonalizmu„. Pokutują za to do dziś. Natomiast, gdyby Czeczenia została w 1991 uznana przez społeczność międzynarodową i otrzymała pomoc mogła żyć samodzielnie tak jak Łotwa, Gruzja, Chorwacja czy Macedonia. Mogła być też całkiem cywilizowanym państwem. Bardziej świeckim niż Jordania czy Malezja, bardziej demokratycznym niż Liban czy Indonezja. Warto też zauważyć, że Dudajew i jego zwolennicy tuż przed wybuchem wojny wprost błagali o negocjacje. I czeczeńskiej” była przeciwne większość społeczeństwa i duża część generalicji. Było pole do rozmów. Jastrzebiom z Kremla bardziej potrzebna była jednak wojna niż pokój.
Autor pisze, że o ile Basajew podczas wojny w Abchazji miał związki z GRU (taki taktyczny sojusz) to podczas słynnej akcji dywersyjno-terrorystycznej w Budionnowsku już nie. Nie był bym tego taki pewien. W postsowieckiej Rosji zawsze toczono tajemne frakcyjne wojny. Być może „ktoś” pomógł bojownikom w wdarciu się głęboko w terytorium rosyjskie by uderzyć w Jelcyna i jego ekipę?
Maciejak bierze też za dobrą monetę wiadomości zawarte w reportażach Mirosława Kuleby. Kuleba to pisarz-reporter bardzo utalentowany, ale też znany z wielkiej sympatii dla sprawy niepodległości Czeczenii. Mam sporo wątpliwości czy wszystko o czym pisał jest prawdą. No dobra, słynny polski ochotnik Władysław Wilk to alter ego Kuleby. Czy Kuleba i Wilk to jedna i ta sama osoba? Nie wiadomo do dziś. Wiadomo, że jego reportaże, to po części reportaże,a po części epos pisany prozą. Moim zdaniem do bajań „Mirka Wilka” trzeba podchodzić z wielkim dystansem. Nie mniej świetnie się to czyta.
Nie znalazłem też w książce Maciejaka szacunków co do liczebności „Obrony Terytorialnej„. „Samoobrony” były wielkim wsparciem dla armii Dudajewa. Wiedziony ciekawością odkopałem książeczkę „Czeczenia 1994-1995” (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/133643/czeczenia-94-95 ) i znalazłem. W styczniu 1995 siły czeczeńskie liczyły ok. 15 tys. sił głównych i 30-40 tys. w szeregach „pospolitego ruszenia„.

O wojnie która stworzyła potwora
Kolejny, szósty rozdział poświęcony jest okresowi „drugiej niepodległości”. Maciejak plastycznie opisuje początkowy entuzjazm i szybkie załamanie nastrojów Czeczenów. Widać tu wpływ lektury reportaży Wojciecha Jagielskiego. Autor stawia podobne diagnozy – niepodległość Czeczenii została zniweczona nie tylko przez izolację międzynarodową i działalność rosyjskiej agentury co przez anarchię komendantów polowych, którzy (częsty w historii paradoks) ulegali czarowi totalitarnej ideologi wahabizmu. Ta ideologia doprowadziła Basajewa i jego zwolenników do inwazji na Dagestan – https://chutornik.pl/2017/11/basajew-i-putin-cz-1/Przynajmniej tak odebrałem zarówno „Wieże z kamienia” jak i ten fragment książki Maciejaka.
Atak ten był uwerturą to kolejnej rosyjskiej inwazji. Poświęcony jest jej najdłuższy, VII rozdział. Nieprzypadkowo zatytułowany „Wojna Putina„. Tutaj znajdziemy szczegółowy opisy kampanii regularnej ( X 1999 – III 2000), miejskiej partyzantki jak i „wojny wśród buków” – wojny szarpanej toczonej w górach. Gratka dla wszystkich zainteresowanych militariami. Sam autor zresztą, jak stoi w notce biograficznej, „pracuje w mundurze„. Czytelnik może się też zapoznać z przerażającymi opisami terroru jaki stosowały rosyjskie siły podczas pacyfikowania zbuntowanej republiki. O ile podczas pierwszej interwencji ogromna ilość ofiar była raczej wynikiem chaosu, braku lepszych pomysłów niż naga przemoc i ogólnego barbarzyństwa to wojna druga była inna. Ogromna ilość zamordowanych, systematyczność mordów, przymusowe sterylizacje, systematyczne niszczenie majątku ludności i dóbr kultury są dowodem, że ekipa Putina to ludobójcy. Naprawdę módlmy się, żeby rosyjskie hordy nigdy nie wlazły do naszego kraju. Przy ich bestialstwie bledną nawet „wyczyny” rezunów z Państwa Islamskiego. Bardzo ciekawe są fragmenty dotyczące rosyjskich operacji „pod fałszywą flagą„, infiltracji i prowokacji jakie stosowało FSB i GRU na Kaukazie. Autor pokazuje, że w przygotowaniu i przeprowadzaniu większości największych zamachów w Rosji brały udział (w ten czy inny sposób) rosyjskie służby. W tym kontekście warto jeszcze raz zastanowić się co zdarzyło się w Smoleńsku 10.04.2010 r. Maciejak zresztą jest zwolennikiem „spiskowej teorii„, podobnie jak np. gen. Ahmed Zakajew czy autor tego wpisu (https://chutornik.pl/2018/04/przed-rocznica/ ). Jeszcze ciekawszy jest podrozdział poświęcony partyzanckiemu życiu i śmierci prezydenta Asłana Maschadowa. Postaci tragicznej. Prawdziwemu geniuszowi militarnemu, a jednocześnie politykowi wciśniętemu pomiędzy kowadło radykalnego islamu i młot rosyjskiej machiny militarno-policyjnej. Człowiekowi kompromisu, który zginął jak przystało na rewolucjonistę. To znaczy w egzekucji, albo w boju przeciwko przeważającym przeciwnikom. Bo wersje o tym dlaczego i w jaki sposób zginął prezydent są różne.
Przy tym wszystkim autor, mimo wyraźnej sympatii dla walki Czeczenów, nie ukrywa zbrodni popełnianych z rozkazu Basajewa i innych komendantów. Opisy okrucieństw popełnianych w Biesłanie stawiają włosy do góry. Koniec rozdziału to opis dryfu czeczeńskiej partyzantki ku ideologii „światowego dżihadu„. Nie wszyscy jednak bojownicy i emigranci polityczni byli zwolennikami przekształcenia „Państwa Podziemnego Czeczenów” w Emirat Kaukaski. Podrozdział poświęcony temu wewnętrznemu konfliktowi wart jest szczególnej uwagi. Interesująca jest też analiza przepoczwarzenia się wojny czeczeńskiej w wojnę toczącą się na całym terytorium Północnego Kaukazu. Wojna straciła na intensywności, ale za to rozlała się szeroko między Morzem Czarnym a Kaspijskim. Po śmierci Maschadowa i Basajewa częściej dochodziło do zamachów i starć na terenie Inguszetii i Dagestanu niż w samej Iczkerii.

Udzielny Chanat
Ostatni, VIII rozdział nosi tytuł „Czeczenizacja„. Moskwa sięgnęła po starą sprawdzoną metodę walki z partyzantami. To jest przeciągnięcia części z nich na swoją stronę. Próbowano to robić jeszcze przed wojną z lat 1994-1996 sponsorując i wspierając siły opozycyjne wobec Dudajewa. W czasie II wojny próby te stawały się coraz bardziej systematyczne. Po śmierci w zamachu Achmata Kadyrowa kierownictwo prorosyjskiej administracji przejął jego syn Razman. Prostak i okrutnik a jednocześnie chytry lis. Dziś jest jednym z najważniejszych ludzi w Rosji kierujący niemal udzielnym państwem. W jaki sposób doszedł do takiej pozycji? Przeczytajcie 🙂 Czy jest czeczeńskim patriotą? Zapewne na swój sposób tak. Czy kiedyś może się urwać Rosji z łańcucha? Trudno rzec. Maciejak ocenia tę postać negatywnie, choć stara się też dostrzec pozytywne cechy dyktatora z Groznego. Autor pisze też o powolnym wykrwawianiu się kaukaskiej partyzantki. Czyta się to z podwójnym smutkiem. Małe, kilkuosobowe watahy lub samotne wilki kryjące się w jaskiniach, leśnych bunkrach lub kryjówkach na wsi. I przeważnie ten sam koniec. Otoczenie kryjówki podwójnym pierścieniem przez grupę operacyjną wojsk wewnętrznych. Ostatni bój. Śmierć w walce lub śmierć z własnej ręki. Coś nam Polakom muszą przypominać te sceny… Smutek jest zdwojony, gdy człowiek uświadamia sobie, że ci partyzanci nie walczą już w wojnie o niepodległość tylko w światowym dżihadzie. Aporpo dżihadu. Sporo miejsca w ostatniej części zajmują historie „turystów” wyjeżdżających do Syrii i Iraku. Wyjaśnia dlaczego dla Rosji jest to podwójnie korzystne. Przedostatni podrozdział to historia walk Czeczenów (po obu stronach frontu) w walkach na wschodniej Ukrainie. Okrzyk „Allahu Akbar!” rozbrzmiewał na wielu polach bitew tej wojny. Wojna między czeczeńskimi nacjonalistami, a Kadyrowem przenosiła się też na ulice Kijowa. To bardzo ciekawy aspekt konfliktu na Ukrainie. Jeśli nie macie akurat czasu czy chęci sięgać po książkę tu link to mojego wpisu na ten temat: https://chutornik.pl/2017/11/zasadzka/.Książka kończy się opisem potyczki stoczonej w 2015 r. w górach Dagestanu w której zginął jeden z ostatnich komendantów czeczeńskiego podziemia… A co prognozuje autor? Pisze, że … przeczytajcie. W każdym razie warto pamiętać o zapomnianych wojnach. Latem 2001 roku niewiele osób kojarzyło, że w Afganistanie trwa wojna domowa. Może kolejny „huragan dżihadu” wyjdzie nie z Syrii czy Iraku, ale właśnie z Kaukazu, Bałkanów, Algierii, Uzbekistanu, Libii czy Jemenu o którym Wam ostatnio pisałem?
Na koniec
Książka solidna, ciekawa warta polecenia. Autor ma swoje poglądy i sympatie. Nie ukrywa ich, ale też stara się zachować pewien dystans. Na pewno nie można uznać jej za porczeczeńską propagandę. Duże brawa należą się za styl. W przeciwieństwie do wielu książek naukowych tę czyta się z przyjemnością. Autor ewidentnie jest pod wpływem pióra Kuleby, a szczególnie Jagielskiego. Stylizuje miejscami tekst na gawędy tych słynnych reporterów (apropo polecam: https://chutornik.pl/2015/10/smutne-arcydzieo-wojciech-jagielski/). Żeby zbyt nie lukrować. Historyk chyba zbyt dużo czasu spędza grając w gry RPG. Naprawdę, słowo „palatyn” ma szereg synonimów które można użyć. Podobnie „pretorianin”. Tak samo, na mój gust, nadużywa słowa „indosynkrazja”. Może jednak to dobrze. Przed lekturą nawet nie wiedziałem, że takie słowo istnieje więc się utrwali 🙂 Z merytorycznych spraw. Zastanawia mnie też czy liczba 250 tysięcy ofiar jest oparta na jakiś realnych szacunkach. Ja za dobrą monetę. Na pewno jednak liczba ofiar przekroczyła 100 tysięcy Czeczenów i 30 000 Rosjan już ok. 2002 roku. To dane „Abwehry”, a BND to wywiad solidny. Zażywszy na liczbę ludności republiki wojny czeczeńskie były proporcjonalnie bardziej krwawe niż konflikty w Jugosławii, Syrii czy nawet wojna Sowietów w Afganistanie. Książka ta to takie, jakby rzec, danie tym wszystkim ofiarom głosu. Zapomnieć o tych co polegli i zostali pomordowani to jak zabić ich po raz drugi. To chyba tyle. Resztę doczytajcie.

P.S.
Brexit, skazanie Jana Śpiewaka, zamordowanie Adamowicza. Sporo się dzieje. Coś tam skrobnę jak będę miał czas. W każdym razie zamordowanemu prezydentowi Gdańska należy się szacunek jak każdemu zmarłemu – https://chutornik.pl/2019/01/trzeci-wpis-o-zamachu-w-gdansku/. Natomiast szum jaki robi się wokół tego jest przytłaczający. Naprawdę to jednak tylko człowiek, który padł ofiarą mordercy. Co roku ofiarą morderców pada w Polsce kilkaset osób. No chyba… że jak pisałem, sprawa ma drugie dno.
A co do Jurija Owsienki i handlu uranem z Czeczenami 🙂 Oto unikatowy film. Jurij zanim został słynnym mafiosą służył w Afganistanie: https://www.youtube.com/watch?v=gjdn2JYZhD8&fbclid=IwAR3DW09bTp41UKSvuER7XApNbXMk5kP5nycmUFVySKbT4SdwJFtR9Uo4HjQ
P.S. 2
Książkę (nie pierwszą zresztą) pożyczył mi mój kolega Piotrek Rataj. Podobnie jak ja pisał na portalu „Animator Kultury” Polecam jego teksty – są naprawdę ciekawe: http://animatorkultury.edu.pl/.