Ogólnie to nie wiem


Szczerze mówiąc to na medycynie znam się „średnio”. Ludzie używają tego eufemizmu, gdy na czymś nie znają się prawie w ogóle. Nie wiem zbyt wiele o SARS-CoV2 ani o COVID-19. Zdaje się uczeni też wiedzą nie za dużo. Nie jestem specem od zarazków natomiast w rubryce „zawód wyuczony w szkołach” wpisuję „historyk”. Historycy lubią statystyki. A więc przyjrzyjmy się statystykom. Punktem odniesienia jest poziom śmiertelności z lat 2015-2019. W marcu-kwietniu 2020 roku liczba zgonów we włoskiej prowincji Lombardia wzrosła o 155 % , a w osławionym Bergamo, aż o 464%. W Nowym Jorku i Madrycie było to odpowiednio 200 i 161 %. Ile z tych ofiar to bezpośrednie ofiary wuhanki, a ile pośrednie np. chorzy na inne choroby, których zabiło przeciążenie służby zdrowia czy ofiary lockdown-u np. bankruci-samobójcy? Nie wiem. W każdym razie kostucha zebrała całkiem pokaźne żniwo i problem nie jest błahy.

Bezradność historyka

Jestem historykiem. Próbuję odnaleźć jakieś analogie. Czarna Śmierć? XIX wieczne pandemie cholery? Dżuma Justyniana? Plagi z czasów wojny trzydziestoletniej i wojen północnych? Nie za bardzo. Inny świat, zupełnie nieporównywalny. No, może z cholerą w XIX wieku jest trochę inaczej. Przy jej ostatniej światowej trasie koncertowej światowym, pod koniec owego stulecia, świat był jakby bliższy naszemu. Była kolej, telegraf i mikrobiologia. Bakteria, którą ją wywołuje została zbadana pod mikroskopem i opisana przez uczonych. Cholera to jednak bakteryjna choroba układu pokarmowego. Choroba brudnej wody, Jej epidemie wybuchają jeszcze, co jakiś czas, w krajach wojny i chaosu. Ostatnio zdaje się na Haiti i w Jemenie. W XXI wieku praktycznie nierealne jest rozpełznienie się tego typu zarazy na cały świat. Chyba, że spadnie nam na głowy asteroida i jak mawiał wujek-foliarz z słynnej pasty „to wszystko pier….”.

Kilka gryp i hifiec

Koronawirus wuhański to wirus roznoszący się mniej więcej tą samą drogą co grypa. I jego pochód można jakoś przyrównać do XX wiecznych pandemii grypowych. Największą i najbardziej zabójczą była osławiona hiszpanka alias infulenza. Wielu porównuje ją z dzisiejszym problemem. To błąd bo więcej jest różnic niż podobieństw. Po pierwsze nie ma (z tego co wiem) gryp „nisko i bezobjawowych„. Gdy zarażasz się grypą to jak się już gadzina wykluje to zawsze „rzuci cię o glebę”. Jeśli to grypa sezonowa to będziesz leżeć/leżała parę dni w łóżku i czuł/czuła, że za chwilę przywitasz się z św. Piotrem. A jeśli masz 80 lat i dwa zawały na koncie to i możliwe, że faktycznie zapukasz do niebios bram.

Druga sprawa. Podczas pandemii hiszpanki nie dało się przeprowadzić tzw. totalnej kwarantanny. Nie było wtedy (naprawdę były takie czasy!) fejsbuka, sklepów internetowych, łączności video. Ba! Nie było telewizji, a radio służyło do łączności z okrętami i dywizjami. Prywatna łazienka była luksusem arystokracji i ludzi biznesu. Ludzie w miastach żyli niewyobrażalnie stłoczeni. Do tego dochodził koniec Wielkiej Wojny. Miliony ludzi w Europie żyły w ziemiankach, okopach, namiotach, piwnicach, wagonach i szałasach. Przemieszczały się ludzkie masy w te i we wte. Dodatkowe śmierci nie robiły wrażenia. Spróbowano by zakazać sierżantowi Jean Pierrowi, który przyjechał do Paryża wprost z frontu na przepustkę, peregrynacji po knajpach, kawiarniach i burdelach! Czym można było takiego przestraszyć? „Groźną grypą”? Wysokim mandatem? 🙂 Oczywiście wprowadzano tam gdzie się dało pewne restrykcje. Australia zamknęła się na przybyszów. Jak kogoś wpuszczała to po odbyciu kwarantanny. Dzięki temu uniknęła uderzenia najgorszej fali infulenzy. Nie udało się to na Alasce. Gubernator stanu nakazał kwarantannę, niestety nie udało się powstrzymać marszu hiszpanki. Dla nieodpornych (w ogóle nie znali grypy więc nie mieli żadnej odporności) ludów tubylczych była plagą porównywalną z ospą niszczącą Azteków.

I kwestia trzecia. W 1918 była zupełnie inna medycyna. O kombinezonach ochronnych nikt nie słyszał. Nie wiedziano nawet co zabija. To znaczy wiedziano, że to grypa. Wiedziano, że nie wywołuje jej bakteria, ale co? Coś mniejszego czego przez ówczesne mikroskopy dojrzeć się nie dało.

Hiszpanka obiegła cały niemal świat. Nie dotarła tylko w najbardziej niedostępne obszary np. na wyspę Marajo w delcie Amazonki. Zaraziło się nią ok. 1/3 ówczesnych ludzi czyli ok. 500 milionów. Zmarło 20-100 milionów. W 1920 dziwna grypa, bardzo śmiertelna i zabijająca najchętniej młodych mężczyzn, znikła równie szybko jak się pojawiła. Potem przez świat przeszło jeszcze kilka grypowych tras koncertowych. O wiele mniej groźnych. Grypa azjatycka, jej wersja 2.0 zwana Hong-Kong, świńska alias meksykańska. Dla Polski najbardziej dotkliwa była ta nazwana „Hong-Kong”. Przeszła przez nasz kraj pod koniec panowania Gomułki. Zimą 1968//1969 zapadło na nią kilka milionów obywateli Polski Ludowej. Zmarło, jak szacują uczeni, ok. 25 000. Sporo, ale 23 lata po zakończeniu II wojny światowej nie robiło to wrażenia, a i cenzura nie pozwalała zbyt dużo mówić o liczbie nadprogramowych pogrzebów. Grypa ta zbierała też oczywiście żniwo po drugiej stronie Żelaznej Kurtyny. Tam cenzury nie było, ale … tam też było 23 lata od zakończenia wojny. Śmierć najwidoczniej nie robiła takiego wrażenia jak dziś. Chorych leczono, a kto miał umrzeć ten umierał.

W latach 80-tych przez świat zaczęła maszerować jeszcze inna wirusowa choroba. AIDS wywoływana przez wirus HIV. Jest to jednak choroba weneryczna i nijak hifowej pandemii nie da się porównywać z wuhanką. Jeśli nie mieszkasz w Czarnej Afryce, nie jesteś fanem/fanką seksu analnego bezkondonowego z przypadkowymi partnerami ani nie „walisz po kablach” to się raczej hifcem nie zarazisz 😉 Przed HIV chroni opiewana przez poetę „guma na instrumencie” a nie maseczka na twarzy. Nie czai się na klamkach, nie fruwa w wykasływanych kropelkach śliny. Choroba, podobnie jak syfilis, rozwija się latami, a nie w ciągu kilku-kilkunastu dni. To zupełnie co innego.

Podsumowując – KORONAWIRUS JEST Z TWARZY PODOBNY DO NIKOGO.

Nieporównywalne z niczym

Obecna sytuacja jest nieporównywalna z niczym co znamy z historii. Ciężko oceniać działania rządów. Być może Tęczowi Waregowie i Baćko Łukaszenko mają rację. Warto zwrócić jednak uwagę, że Szwedzi izolowali się zanim stało się to modne. Z kolei lockdown na Białorusi może oznaczać koniec samej Białorusi. Rosja ją pożre po nim, mimo osłabienia wydaje się mieć do tego zdolność. Czas pokaże, historia zweryfikuje. Na razie mimo wszystko bardziej ufam Szumowskiemu niż internetom. Szumowski to mimo wszystko lekarz-profesor, a internety? Można w nich napisać absolutnie wszystko.

Prognozy na przyszłość? Nie mam żadnych. I w normalniejszych czasach ciężko prorokować – https://chutornik.pl/2020/01/kiepski-ze-mnie-prorok/

Teraz mamy sytuację taką. Na turniej pokera wpadli chuligani i porozwalali stoliki przy których prowadzono grę. Oczywiście po interwencjo ochrony chuligani zniknęli, ale gra będzie wyglądać już inaczej. Tylko przeciwnicy będą ci sami.

Podsumowując – NIE WIEM CO BĘDZIE I PEWNIE NAWET NA KREMLU, W BIAŁYM DOMU, W CHIŃSKIM POLITBIURZE WIEDZĄ TYLE SAMO CO JA i WY.

Na obrazku – akwarelka. Dzielni sanitariusze niosą rannego kamrata z piechoty. Obrazek z czasów grasowania influlenzy.

P.S.

Tak przy okazji 9 maja – http://animatorkultury.edu.pl/2017/06/27/ukrainska-pamiec/

P.S. 2

Jako, że jest (chyba) cisza wyborcza to nic o wyborach nie napiszę. Powiem tylko, że oglądnąłem polityczne 1 z 10 i bardzo mi się ten show podobał 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *