Wejdą? Nie wejdą?


Pamiętam to jak dziś. Oglądałem z ojcem program publicystyczny. Na zmianę pokazywano krążące w powietrzu śmigłowce, kolumny tansporterów, uzbrojonych ludzi i komentatorów. Jeden z nich, człowiek nie głupi, mówił „nie, nie Putin Krymu nie zajmie, to pokazówka na użytek wewnętrzny”. Wtedy  myślałem tak samo jak on. Był koniec lutego roku 2014… .  Teraz mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją polityczną, militarną, społeczną. Przede wszystkim obecny prezydent jest o wiele bardziej „konkretną” postacią od takich mętnych postaci jak Turczynow, Poroszenko czy Jaceniuk. Po drugie poziom struktur siłowych Rusi Kijowskiej był wtedy nieporównywalnie gorszy niż dziś. Ukrainy w 2014 roku broniło, de facto, pospolite ruszenie uzbrojone i umundurowane w co się da. Nie można powiedzieć, że dziejsza Ukraina ma potężne wojsko. Jakieś jednak ma.  Po trzecie pełnoskalowy najazd Chanatu Moskiewskiego mógłby pobudzić uśpiony ukraiński patriotyzm. Gdy lecą bomby na twój kraj, to nagle nie wydaje ci się tak beznadziejny jak zwykle… Po czwarte w 2014 mieliśmy do czynienia nie tylko z zakamuflowaną agresją, ale i  z wojną domową. Owszem animowaną przez Rosję, ale jednak przeciw siłom rządowym walczyły wtedy tysiące mieszkańców wschodniej Ukrainy.  Rosja miała „parawan”.  To co się wtedy tam działo przypominało raczej stytuację w Chorwacji czy Gruzji na początku lat 90-tych XX wieku niż regularną inwazję. Między przedwiośniem 2014 a przedwiośniem 2015  Rosyjskie wojsko, i  owszem, trzy razy wdzierało się większymi grupami bojowymi  w granice sąsiada. Lecz  zawsze robiło to, rzec można, „incognito”. Śmigłowce (poza inwazja na Krym)  były używane incydentalnie.  Załogowe samoloty rosyjskie w ogóle nie brały udziału w donbaskich starciach. Dziś nikt nie zaprasza rosyjskich mirotworców na Dzikie Pola. To nie Kazachstan, to nie Karabach. Nie da się powtórzyć starych sztuczek.  Więcej, nawet Rosjanie z Łotwy i Estoni nie palą się do insurekcji. Może za rok bedzie inaczej, dziś jest jak jest. 

 Już wiosną wróżyłem, że „nie wejdą” ( https://chutornik.pl/2021/04/manewry-w-dzikich-polach/ ) i miałem rację. Dziś myślę to samo. Będą sobie wojacy moskiewscy  manewrować przy granicach ćwicząc przy okazji wojska. Odwracac uwagę od stopniowej aneksji „Republiki Mińsko-Poleskiej”. Odwracac uwagę od bałtyckiej rury wiodącej od brzegów rosyjskich do niemieckich. Eskalować i deeskalować. Uderzą zaś wtedy, gdy nikt tego nie będzie się spodziewał. Na pewno pragną tego dnia, gdy ich sztandary załopoczą nad „Matką Grodów Ruskich”, ale też nad Warszawą, Rygą, Wilnem, Helsinkami, Tbilisi, Kiszyniowem i Talinem. Bedą czekać. Putin, Szojgu i ich koledzy do Ludzie Wschodu. Oni umieją czekać w zasadzkach odpowiednio długo. 

Być może się jednak mylę. Mogę się mylić tak samo jak w 2014 roku. Wtedy pomylił się nawet ów ekspert ś.p. doktor Targalski. Dziś w Białym Domu mieszka niejaki Baiden. Za jego kadencji USA doskonale udaje się walka z widmami armii konfederackiej lecz już walka z talibskimi partyzantami je przerasta  ( https://chutornik.pl/2021/09/na-20-rocznice/ ). Kiedy uderzać jesli nie dziś, gdy najwiekszym zmartwieniem amerykańskich struktur siłowych jest parytety rasowo-seksualne ?  Kiedy uderzać jeśli nie teraz, gdy prezydentem potęznej Ameryki jest człowiek przy którym gensek Czernienko to okaz witalności? To też prawda i warto o tym pamiętać.

Na fotce – kijowski Majdan w lutym 2015 roku. Na chorągwi wyszyty znak „Batalionu Donbas”. Na dolnej zaś – szałas wojskowy nad Bugiem. Zima 2021/22. gdzie dokładnie? To wojskowo-tajemne sprawy. 

P.S.

Warto też pamiętać, o tym, że jutro 22 stycznia. I w ten wyjątkowy dzień pomyśmy o naszych żołnierzach i funkcjonariuszach, którzy strzegą granicy z „Republiką Mińsko-Poleską”.  Tu kilka tekstów o tych wydarzeniach, żebym się nie powtarzał 🙂 https://chutornik.pl/category/polityka-i-zycie/pograniczna-jesien/

 

Miałem też napisać coś o covidzie, ale mi się nie chce. Nie wiem, nie znam się. Generalnie drażnią mnie wszyscy domorosli eksperci jak i ci „profesjonalni”. Denerwują tyrady zarówno „sanitarystów” jak i „niezależnych”. Może kiedyś poczytam o tych wydarzeniach dobrą, historyczną ksiażkę. Jeśli takowa powstanie. Bo nie jest to pewne. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *