Na biegówkach cz.3
Ostatnia narciarska wycieczka (https://chutornik.pl/2019/01/na-biegowkach-cz-2/) skończyła się połamaniem nart i zapaleniem oskrzeli. Dlategóż zastanawiałem się czy jechać raz jeszcze. „Paliwa szkoda, śniegu pewnie nie będzie za dużo” – myślałem. Potem zobaczyłem w księgarni „przecenionego Urubkę” (https://chutornik.pl/2019/02/dzialanie-i-inspiracja/). Kupiłem. Potem czytałem, czytałem i myślałem dalej. „Ludziom chce się wchodzić na ośmiotysięczniki, a mi się nie chce do lasu pojechać”. Więc pojechałem.

Rzeszów wiosenny.

A tutaj powrót z wycieczki stycnziowej – narty w ręku.

To już Góry Babickie. Sarny na drodze. Jadę w stronę Beskidu. 9.II wieczorem.

Gancarska Góra – nadal nie ma śniegu. Także w Krośnie. 
Choć na wzgórzach, w lesie, jeszcze zalega go całkiem sporo.

Ruszam więc w krainę wilków i rysi. Na fotce – prawie żbik 🙂 

Na Jasielu śnieg jeszcze jest…
Wycieczka zaczęła się na Jasielu. To dawna wieś założona w 1556 roku na prawie wołoskim (patrz – https://chutornik.pl/2016/11/ile-albanczyka-w-jozku-z-bukowiny/). Przed wojną liczyła kilkuset mieszkańców. Mikroświat tej doliny zniknął podczas powojennych wysiedleń. Wcześniej, w marcu 1946 roku partyzanci UPA rozbili tu wycofujące się oddziały Wojsk Ochrony Pogranicza. Kilkudziesięciu jeńców zostało potem zamordowanych. Wydarzenia te wykorzystał później płk. Gerhard w swojej słynnej książce „Łuny w Bieszczadach”. Opis zasadzki pod Smolnikiem i egzekucji jeńców był inspirowany właśnie tą bitwą, oraz starciem pod Kożusznem. Nie uczcie się jednak z niej historii regionu…. (patrz – https://chutornik.pl/2017/11/spor-o-bircze/).
Dziś na terenach dawnej wsi i na stokach okolicznych wzgórz rozciąga się rezerwat „Źródliska Jasiołki”. Największy w polskiej części Karpat. Chroni stare lasy, dzikie łąki, bagna i torfowiska. Ma tu swój dom wiele rzadkich roślin i zwierząt. Dodać jeszcze warto, że niedaleko źródeł Jasiołki wypływa też Wisłok. Więcej o rezerwacie tutaj: http://www.parkikrosno.pl/475-parki/12515-jasliski-park-krajobrazowy/12572-rezerwat-przyrody-zrodliska-jasiolki.html

Potem w górę. 
W ostępy Pasma Granicznego.

Na wschód – Kanasiówka. Na zachód – Kamień zwany też Bieszczadem. Na południe-Słowacja.

I już na Słowacji…
Pasmo Graniczne to chyba najdziksza cześć Beskidu Niskiego. Rozciąga się między Przełęczą Beskid (581 m.n.p.m.), a Przełęczą Łupkowską (640 m.n.p.m.). Jak na te niskie góry jest dość wysokie. Większość szczytów wznosi się ponad 800 metrów n.p.m. Grzbiet porośnięty jest wspaniałą górską puszczą. Nie tylko przyroda jest tu ciekawa. Wiele starych buków i jodeł nosi w sobie pamiątki – kule i odłamki. Drzewa odniosły te rany zimą 1914/1915 i jesienią 1944 roku ( patrz – https://chutornik.pl/2015/12/przed-stu-i-jeden-laty-zima-1914-15/ ,https://chutornik.pl/2018/05/sens-i-bezsens-wojny/). Gęste lasy były też doskonałą kryjówką dla różnych banitów. W dawnych wiekach kryli się w nich tołhaje – karpaccy zbójnicy. Później, pod koniec Wielkiej Wojny, las dawał schronienie dezerterom, głównie z C.K. Armii. Z kolei w latach 1944-1947 te masywy były schronieniem dla sotni UPA.

Długi zjazd szeroką drogą. Przypomniały mi się Góry Izerskie. Niestety jeśli chodzi o jazdę w dół wolę „normalne narty”. Zaliczyłem przynajmniej dwadzieścia wywrotek 🙂

I jesteśmy w Kalinowie. Wschodnia Słowacja 🙂

