Dwa narody, jedna ziemia cz.2


Ostatnie bitwy i qasi-rozejm

Alijew zaczął robić porządek w państwie i w armii. Złagodził spór z Rosją, ale nie zgodził się na obecność baz rosyjskich poza jedną. Stacją radarową wybudowaną jeszcze za Sojuza. Rozwiązał milicje – od tej pory walka miała być prowadzona w całkowicie skoordynowany sposób. Wprowadzono pobór, przeorganizowano armię. W grudniu ruszono do ofensywy „ostatniej szansy”. Kampania zimowa toczona była w dużej mierze wysoko w górach. Twardy opór Ormian, dostawy uzbrojenia z Rosji, śnieżyce, mrozy i lawiny pokonały azerskie wojska. Karabach i siostrzana Armenia znów ruszyły do kontrofensywy. Alijew widząc, że nie ma mozliwości kontynuowania dalszej walki zgodził się więc na rozmowy. 12 maja w stolicy Kirgistanu podpisano rozejm.

Bilans wojny był poważny patrząc na rozmiary krajów w nią zaangażowanych. Nie doliczono się nigdy ile osób zginęło. Może było to 20, a może 40 tysięcy. Nikt też nie podliczył dokładnie ile z nich to żołnierze, a ilu cywile. Trudno zresztą czasem określić do której kategorii zaliczyć cześć poległych. Czy karabachski góral, który wraz z synami od czasu do czasu pomagał nocami zakopywać miny na szlakach azerskich konwojów był cywilem czy partyzantem? Czy azerski bojownik, który wojował w niezależnym od armii ochotniczym batalionie to żołnierz czy nie-żołnierz? A uzbrojony chłop azerski, członek wiejskiej samoobrony?

Z pewnością jednak straty azerskie były dużo większe. Azerbejdżan stracił też więcej niż 1/10 terytorium. Przegrał z teoretycznie słabszym wrogiem. Prawie milion wysiedlonych Azerów koczowało latami w obozach chodźców. Ich miasta i wioski zostały puszczone z dymem, ich pastwiska, sady i pola zaminowano. Symbolem tej tragedii było 150 tysięczne miasto Agdam. To w którym nominalną siedzibę ma azerski klub Karabach Agdam. Nominalną bo realnie stadion tej drużyny jest w Baku. Agdam bowiem już nie istnieje. Został złupiony i zburzony. Dziś mieszka w nim zaledwie 360 osób.

Po dużej wojnie

Ormianie niby wojnę wygrali, ale też tak „nie do końca”. Nikt nie chciał uznać niepodległości Karabachu. Stał się jednym z postsowieckich „państw nieuznawanych”. Razem z Południową Osetią, Naddniestrzem, Czeczenią i Abchazją. Nikogo nie obchodziło, że Ormianie byli przez wieki krzywdzeni i „im ta ziemia się należy”. Ciągłę zagrożenie azerską rekonkwistą wymuszało ogromne wydatki na zbrojenia. W bardzo biednym kraju (choć warto pamiętać, że posiadającym elektrownie atmowe, których Polska nie ma w ogóle 😉 ) powodowało to pogłebienie nędzy. Nędza powodowała zaś masowe wyjazdy „za chlebem”. Armenia wyludniała się z roku na rok. Mając za plecami Turcję a od przodu także „Turków” popadli w zależność od Rosji. Polityczno-militarną i ekonomiczną. Podobnie jak Abchazowie mimo porachunków z Moskwą muszą uznać jej protekcję. Armenia graniczy także z Iranem i Gruzją. Iran jest Ormianom raczej przyjazny, ale nie angażuje się na tym geopolitycznym froncie zbyt mocno. Gruzini z kolei nigdy, delikatnie mówiąc, z Ormianami się nie kochali. Gruzja ma też na pieńku z Rosją, ma też swoje „Karabachy” – Abchazję i Południową Osetię. Zostaje więc Ormianom pomoc diasopry i Wielkiego Brata zza Wielkiego Kaukazu. Mając na głowie własne separatyzmy nie mają żadnego ineteresu pomagać separatystom z sąsiedniego kraju.

Azerbejdżan w którym „chanem” został Alijew, a potem jego syn Ilham twardo stał i stoi na stanowisku, że karabach jest jego terytorium okupowanym przez wrogów. Azerzy starają się prowadzić bardziej niezależną od Moskwy politykę, bo i mogą sobie na to pozwolić. Nie zmienia to faktu, że i tutaj wpływy rosyjskie są niemałe. Polityczne, ekonomiczne, ale też militarne. Rosja np. sprzedaje broń nie tylko Ormianom, ale także im. Wpływy rosyjskie są silne mniej oczywiste niż w Armenii. Moskwa rozgrywała, rozgrywa i będzie rozgrywać na Południowym Kaukazie tak długo dopóki coś znaczy w światowej polityce.

Gorące pogranicze

Po 1994 nastąpiło ćwierć wieku „wiecznych” rozmów i „niekończącej” małej wojny. Ani Baku ani Erewań nie mogą i zapewne nie chcą dojść do porozumienia. Za to w „strefie bezpieczeństwa” trwa nieustanna mini-wojna. Podobna do tej jaka tli się na wschodniej Ukrainie czy w górach na pograniczu indyjsko-pakistańskim. To wojna snajpierów, wzajemnych ostrzałów artyleryjskich, podkładania sobie min, ataków dronowych, dywersyjnych wypadów. Wojna incydentów przerywanych okresami śmiertelnej nudy i rycia kolejnych umocnień. Udręka żołnierzy służby zasadniczej z obu krajów wysyłanych rok w rok na „Linię Kontroli” . Ta służba to poczucie ciągłego zagrożenia. Wegetowanie miesiącami w namiotach, barakach, bunkrach i ziemiankach. Położonych na górskich wygwizdowach, albo na spalonym słońcem, bezludnym i zaminowanym stepie.

Najpoważniejszym „incydentem” w ostatnich latach była tak zwana wojna czterodniowa. Rozegrała się na poczatku kwietnia 2016 roku. Azerzy zaatakowali siłami dwóch brygad zmechanizowanych i oddziałów komandosów. Atak był wsparty ogniem artylerii i atakami z powietrza. Ofensywa została wstrzymana po przesunięciu „linii frontu” o kilka kilometrów. Na tym się skończyło. Poległo około 200 żołnierzy po obu stronach. Choć gdyby wierzyć propagandzie obu stron ofiar było ponad dwa tysiące. W 2020 nastąpiło kolejne „podgrzanie” . Pierwsze starcia rozegrały się w lipcu, pod koniec bm. walki rozpętały się na wielką skalę.

Co prorokuję ?

Zasadniczo to wolał bym nie, ale jednak kusi. Pobawmy się więc we wróżenie. Takie z użyciem wiedzy i rozsądku. Ceny ropy spadają więc Azerbejdżan traci pieniądze. Skoro traci pieniądze to znaczy, że w przyszłości będzie miał mniej pieniędzy na zbrojenia. Czy więc, z azerskiej perspektywy warto uderzać teraz?

Wydaje się, że tak jeśli cele wojny są ograniczone. Odbić część ziem. Uzyskać dobre pozycje wyjściowe do ostatecznej rekonkwisty w nieokreślonej przyszłości. poprawić swoje narodowe samopoczucie. Duża wojna była by jednak krokiem szalonym. Po pierwsze Ormianie też poszli by na całego, a teren walk to w dużej mierze wysokie góry. Góry niwelują w znacznym stopniu przewagę liczebną, materiałową a nawet techniczną. Azerbejdżan czekała by więc długa, krwawa wojna. Rujnująca gospodarkę i życie społeczne. taka długa wojna to nie tylko wydatki na zbrojenia i zniszczenia . To także długotrwałe „wyjęcie” z normalnego życia zmobilizowanych rezerwistów. Nie każdy zmobilizowany to bezdzietny, bezrobotny, młody kawaler.

Powyżej mapa fizyczna regionu. Karaba

Co więcej Armenia posiada słynne rosyjskie 9K720 bardziej znane jako „Iskandery”. Może więc uderzyć bezpośrednio w Baku. W azerski przemysł wydobywczo-petrochemiczny. W wielką tamę na rzece Kura. Poza tym w jej arsenale są także stare, postsowieckie SCUD-y. Precyzjnego ataku tym się nie wykona. Można jednak zbombardować nimi azerską stolicę by upokorzyć wroga i zasiac panikę. Takie uderzenie na znaczną odległość można przeprowadzić także za pomocą dronów. Dowiedli tego partyzanci z Jemenu, którzy jesienią zeszłego roku zbombardowali jedną z największych saudyjskich rafinerii ( https://chutornik.pl/2019/09/slowo-na-niedziele-wojna-xxi-wieku/ ). W akcie desperacji mogą Ormianie wysyłać formacje specjalne na głebokie rajdy dywersyjne. Także z misjami typu „one way ticket”. Konflikt może szybko ogarnąć także głebokie zaplecze Azerów. Uderzyć w ekonomiczne podstawy ich państwa. Ryzyko jest więc ogromne. Wydaje się nie do zaakceptowania. Wynik zaś niepewny. Pewne jest to, że „ostateczna rekonkwista” to wybór pomiędzy kolejną kleską, a pyrrusowym tryumfem. To po pierwsze.

Czy turecki wilk skoczy i ugryzie?

Turcja może teoretycznie interweniować. Owszem, już to robi w sposób jawny – na polu dyplomacji i półtajemny – na polu militarnym. Zarówno Erdogan jak i jego oponenci są , że braciom Azerom trzeba pomagać. Erdoganowi sypie się do tego gospodarka. Źle było od jakiegoś czasu, a covid-19 podkopał dodatkowo branżę turystyczną. Wojownicze deklaracje i „pomaganie braciom” jest w tej sytuacji bardzo korzystne dla tureckiego prezydenta. Odwraca bowiem uwagę od problemów wewnętrznych.

Turcy i Rosjanie od pewnego czasu toczą nieformalne wojny w Libii i Syrii. Mogą ją toczyć i na Kaukazie. Turcy też mają swoje „zielone ludziki”. W pierwszej cześci pisałem o „bezrobotnych” bojownikach z Syrii przesłanych do Azerbejdżanu. Ostatnio pojawiły się doniesienia o tureckich pilotach za sterami azerskich samolotów. Plotki mówią też o poruszeniu na Północnym Kaukazie, który uspokoił się bardzo w ostatnich latach. Teoretycznie można znów rozkręcić tam podjazdową wojnę. Przerzucić z Syrii trochę eks-bojowników pochodzących z Północnego Kaukazu. Taką repatriację zrobić. Co prawda Czeczenii i inni Górale wojowali tam m.in przeciw szyitom, ale cóż to tam. Nienawiść do Rosji może być mocniejsza niż do szyizmu azerskiego. Po za tym zapewne duża cześć tych ludzi nic już innego w życiu nie umie robić poza wojowaniem. W nic też już nie wierzy poza siłą i pieniądzem. Będzie bić się za każdego kto dobrze i regularnie płaci. Tak, Wysoka porta może niejawnie, a dotkliwie interweniować, ale… Sułtan z Ankary i car z Moskwy potrafili się dogadywać. Erdogan zna granice swoich możliwości. Otwartej i pełnoskalowej inwazji na Armenię od strony tureckiej nie będzie. Nie będzie noża w plecy. To po drugie.

Niedźwiedź obserwuje i grozi łapą

Po trzecie. Gdyby Alijew zechciał „ostatecznie unicestwić buntowników” to rzucił by rękawicę Putinowi. Putin oczywiście by zareagował by nie stracić twarzy. Najpierw wyrzucił ze swego kraju setki tysięcy Azerów, którzy pracują tam na budowach i bazarach. Potem nałożył sankcje gospodarcze. Armenia dostała by ogromne dostawy broni, sprzętu i amunicji, lekarstw a jeśli trzeba by było to i żywności. Zaczęli by przybywać na lotnisko w Erewaniu różnej maści ochotnicy. Najemnicy -„wagnerowcy”, bojownicy od Kadyrowa, milicje kozackie i prawosławno-nacjonalistyczne. Lądowały by też samoloty z specnazowcami, „oficerami na urlopie”, w końcu z oddziałami rekrutowanymi z rosyjskich Ormian. Podobnie jak to było w 2014 na wschodniej Ukrainie i w 1992 roku w Abchazji. Równolegle zaczęła by się totalna walka w eterze i zmasowane uderzenia hakerskie. Grupy dywersyjne uderzały by w newralgiczne punkty azerskiej infrastruktury. Za pomocą agentury prowokowano by zamieszki etniczne. W Azerbejdżanie mieszkają różne narody np. Lezgini. Nie jest ich tych mniejszości zbyt dużo, ale przeważnie mieszkają w aułach w Wielkim Kaukazie. To dobry teren dla partyzantki, dywersji, działań specjalnych, generalnie wojny szarpanej.

Jeśli by nie pomogło i to zaczęły by się naloty. Taki odpowiednik bombowych kampanii jakie przeprowadzało NATO przeciwko Serbom i Czarnogórcom. Zapłonęły by lotniska, wojskowe magazyny, rafinerie, poszłyby na dno azerskie okręty. Ostatecznie, gdyby i wtedy Azerowie nie odpuścili otwarł by im dwa dodatkowe fronty. Na północy rosyjskie wojska przedarły by się przez Wielki Kaukaz. Tak samo jak przedarły się w 2008 podczas „pokojowej interwencji zbrojnej” przeciwko Gruzji. Flotylla Kaspijska i piechota morska uderzyły by od strony wschodniej. Z południa dodatkowo mogły by uderzyć wojska Iranu. Azerbejdżan co prawda nie został by całkowicie rozebrany, ale nie podniósł by się przez najblizsze sto lat. Alijew nie jest szalony i nie zaryzykuje konfrontacji z władcą z Kremla.

Na drugim brzegu Araksu

Stoi perska armia. Na razie podobnie jak Moskwa taki teheran wzywają do deeskalacji i powrotu do stołu rokowań. Gdyby jednak Baku parło do ostatecznego odbicia zbuntowanych ziem to i Iran może uderzyć. Od południa jak i od wschodu. Razem z rosyjska marynarką. Co prawda Azerowie do szyici, ale są sojusznikami Turków. Turcja to zaś odwiecnzy wróg Irańczyków. Persowie wojowali z Osmanami już w czasach Sulejmana Wspaniałego. W czasie walk 1992-1994 Armenia miała wsparcie irańskie. W czasie wojny domowej w Syrii Iran toczył tam zastepczą wojnę z Turcją i Arabią Saudyjską. Na razie więc Persowie obserwują i czuwają.

Dywersja na głębokim zapleczu

Powyżej pisałem o możliwości rozkręcania przez Turcję dywersji zbrojnej na Północnym Kaukazie. Taki zbrojny zamęt mogą też służby Erdogana rozkręci także w irańskim Azerbejdżanie, gdzie Azerów mieszka o wiele wiecej niż w samym azerskim państwie. Z kolei Rosja i Iran mogą wesprzeć Rożawę i kręcić rekatywację rebeli tureckich Kurdów. To wszystko możliwe, ale mało realne. Co nie oznacza niemożliwe.

Kto za to zapłaci ?

Wojna kosztuje. Można być walecznym, ofiarnym, gardzić śmiercią, ale pociski do kałasnzikowa kosztują. Jeszcze więcej, o wiele więcej, kosztują systemy zakłocające i nasłuchowe, termowizyjne kamery, samoloty szturmowe. Porównajmy sobie więc na szybko ekonomię obu krajów.

PKB Azerbejdżanu wynosił w 2019 48 miliardów dolarów. Armenii był trzy razy mniejszy. Natomiast w przeliczeniu „na głowę” były prawie równe. Odpowiednio 4 800 $ i 4 600 $. Azerowie „żyją” z ropy i gazu – to ok. 80% zysków z eksportu. Z czego żyje Armenia (poza oczywiście dewizami od emigrantów) ? Aż 36% zysków z eksportu daje miedź i złoto, a prawie 10% tytoń i wyroby tytoniowe 🙂 Armenia jest mniejsza, biedniejsza, ale nadrabia. W ostatnich paru latach średni wzrost sięgał tam prawie 7% podczas, gdy w Azerbejdżanie ledwie nieco ponad 1%. Także recesja postcovidowa u Azerów jest większa niż u Ormian.

Jednak na wojnie nie decyduje tylko demograficzny i ekonomiczny potencjał, a pryznajmniej nie zawsze. Ważna jest też wola walki i siła sojuszników oraz ich determinacja w udzielaniu pomocy.

Jaki może być, w takim razie, przebieg konfliktu?

Azerbejdżan będzie prowadził natarcie przez parę tygodni. Tak by uzyskać lepsze pozycje wyściowe do tej ostatecznej, przyszłej wielkiej wojny. Oraz by odbić jakiś symboliczny punkt. Na przykład Kelbadżar i Agadam. Na trwałe. Ormianie będą kontratakować by nie stracić owych dogodnych pozycji oraz twarzy. Przed „poważną zimą” wojna się skończy negocjacjami. Przy czym negocjować będzie (tak realnie rzecz ujmując) przede wszystkim Ankara, Moskwa i być może Teheran a dopiero w drugim Erewań z Baku. Przed zimą właściwą się skończy… albo i nie.

Mimo wszystko należy z niepokojem obserwować sytuację. Wojna ma to do siebie, że lubi wymykać się spod kontroli. Byc może (odpukać) będziemy obserwować morze ognia z płonących szybów na Półwyspie Apszerońskim. Może i będziemy świadkami pierwszego w historii nalotu bombowego na elektrownie atmową. Wieloletniej okopwej rzezi, takiej wojny iracko-irańskiej w miniaturze. Odpukajmy. Oby nie.

Rola Polski

Taka totalna wojna nie jest na rękę także nam Polakom. Nam na rękę jest żeby azerski gaz i ropa były de facto azerskie a nie rosyjskie. Nasza korzyść jest w tym żeby Moskwa raczej traciła niż zwiekszała swoje wpływy na Kaukazie. Gdyby doszło do wielkiej wojny to Putin wygra jako, albo proormiański jastrząb – wyzwoliciel, albo jako gołąbek pokoju -mediator. W MSZ powinni się zastanowić co i jak możemy zrobić by pomóc w deeskalacji. W końcu z narodem ormiańskim mamy dobre stosunki od średniowiecza, a z azerskim łączy nas interes i historia (vide ruch prometejski czy polityka kaukaska Lecha Kaczyńskiego).

Ostatnie i najważniejsze

Kto ma rację? Mogę powiedzieć tylko za siebie. Dla mnie Karabach jest cześcią Azerbejdżanu tak samo jak:

Kosowo cześcią Serbii . Krym i Donbas – Ukrainy. Krajina – Chorwacji. Republika Serbów Bośniackich – Bośni i Hercegowiny. Czeczenia – Rosji. Katalonia i Kraj Basków – Hiszpanii. Irlandia Północna – Wielkiej Brytanii. Naddniestrze – Mołdawii. Abchazja i Południowa Osetia – Gruzji.

Co nie oznacza, że nie rozumiem racji Ormian. Zbyt wiele zainwestowali krwii, czasu, wysiłku i pieniędzy by odpuścić. Problem karabachski może rozwiązać tylko duża, krwawa wojna. Z dziesiatkami tysięcy ofiar i gospodarczym zrujnowaniem obu państw. Tego ani Azerom ani Ormianom nie życzę, więc życzę im by problem pozostał problemem, a obecna eskalacja skończyła sie jak najszybciej.

Bibliografijka:

Nie jest to tekst uczony, nie mniej warto podać z czego korzystałem.

Wikipedia – źródło zdjęć i wielu cennych informacji.

„Dobre miejsce do umierania” W. Jagielski. Świetny zbiór opowieści o Kaukazie Południowym. Autorstwa wybitnego reportażysty.

https://www.tvp.info/49339482/gorski-karabach-w-ogniu-nie-ma-gwarancji-ze-za-miesiac-znow-nie-dojdzie-do-eskalacji Wywiad z innym specjalistą od Kaukazu – Wojciechem Góreckim.

https://www.youtube.com/watch?v=Wc0ixhr3Xo0 Geopolityczna audycja radiowa. Nie tylko o Kaukazie, także o innych zapalnych rejonach Europy tj. Ukrainie i Francji. Polecam.

https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/raport-osw/2020-05-28/kaukaski-wezel-gordyjski – długa i ciekawa analiza.

https://wiadomosci.onet.pl/politico/o-co-chodzi-w-konflikcie-armenii-z-azerbejdzanem-o-gorski-karabach/lbyrxb5 – krótko i konretnie.

https://www.defence24.pl/wyszukiwanie/?tag=gorski-karabach – artykuły na tematy karabachskie na portalu militarnym Defence24.pl.

https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/wojna-o-gorski-karabach-oto-kto-ma-wiekszy-potencjal-w-konflikcie/t46n35v – trochę o wojennej ekonomii.

https://www.youtube.com/watch?v=0tzC2z2zeeA – ciekawa audycja jutubowa.

https://www.youtube.com/watch?v=k34IT8iHsjo Reportaż z Karabachu zrealizowany w bardziej spokojnych czasach.

http://dspace.uni.lodz.pl:8080/xmlui/bitstream/handle/11089/31120/175-201_Konflikt%20azerbejdzansko-ormianski.pdf?sequence=1&isAllowed=y – ciekawa praca o wojnie 1988-1994 i jej następstwach.

https://www.komputerswiat.pl/artykuly/redakcyjne/wojna-o-gorski-karabach-oto-jakim-sprzetem-dysponuja-armenia-i-azerbejdzan/198lgy1 – przegląd uzbrojenia i strzętu obu stron.

http://www.nowastrategia.org.pl/wojna-o-gorski-karabach-w-latach-1992-1994-i-jej-nastepstwa/ – o wojnie z lat 1988-1994.

https://www.youtube.com/results?search_query=wnet+karabach O konflikcie na antenie radia Wnet.

P.S.

https://chutornik.pl/2020/09/trzecia-tura/ Ma się intuicję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *