Dwa narody, jedna ziemia – P.S. do mini-serii


A tu takie postscriptum do ostatnich „kaukaskich” wpisów ( https://chutornik.pl/2020/09/dwa-narody-jedna-ziemia/ https://chutornik.pl/2020/10/dwa-anrody-jedna-ziemia-cz-2/ ).

Trzy przykłady

Historia przełomu XX i XXI wieku zna dwa przykładów „całkowitej rekonkwisty” zbuntowanych prowincji. Pierwszą jest zwycięstwo wojsk rządowych Sri Lanki w wojnie domowej ( vide: https://chutornik.pl/2020/06/rebelie-miekkie-i-twarde/ ). Za „Tygrysami” nie stało jednak żadne państwo. Z kolei armia rządowa przygotowała się solidnie do ostatecznej ofensywy. Zwiększyła liczebność, wyszkolenie, dozbroiła się. Zmiażdzyła opór tamilskich powstańców huraganem ognia i stali. Zburzyła lub zdobyła ich bazy, fortece, porty i lotniska. Tamilskie Tygrysy i ich państewko przestały istnieć. W Karabachu siły są jednak dość wyrównane. Za karabachskimi góralami stoi Armenia. Za nią Moskovia, a także „życzliwie neutralna” Persja. To większy sojusznik niż tamilska diaspora.

Druga taka udana pacyfikacja rozegrała się na Północnym Kaukazie. Rosjanie najpierw pomiędzy jesienią 1999 a wiosną 2000 złamali regularny opór rebeliantów Czeczeńskiej Republiki Iczkeria. Potem przyszło wiele lat walk z partyzantką. Zwalczano ją militarnie – za pomocą obław, rajdów komandosów, ostrzałów i nalotów. Zwalczano też agenturalnie – infiltracją i prowokacją. Część bojowników przeciągnięto na swoją stronę. Jedni mieli dość wojny, inni dośc panoszenia się zagranicznych dżyhadystów. Jeszcze inni postąpili według starej zasady „przyłącz się do wroga, którego nie możesz pokonać”. Między Karabachem i Czeczenią nie ma prawie żadnej analogii. Poza tym, że obie buntownicze republiki leżą wśród gór Kaukazu i są zamieszkiwane przez bitnych górali. Azerbejdżan, nawet wspomagany przez Turcję to nie Rosja. Nie ta waga.

Z kolei rozbicie Republiki Serbskiej Krajiny było możliwe tylko dlatego, że Chorwacja miała wsparcie, będącej u szczytu potęgi, armii amerykańskiej. Natomiast zbuntowana republika miała wsparcie wyłącznie serbskie. Do tego ograniczone. Nowa Jugosławia była od dawna miażdzona sankcjami. Serbowie z Bośni i Hercegowiny sami toczyli bardzo ciężkie boje z połączonymi armiami bośniackich Chorwatów i Boszniaków. Chorwaci panowali w powietrzu. Zrzucając z nieba bomby i odpalając rakiety, kiedy i gdzie chcieli. Mieli też w momencie rozpoczęcia operacji „Burza” przewagę liczebną w wysokości mniej więcej 3:1. To nie mogło się nie udać. Warto też zauważyć, że Serbowie w momencie uderzenia chorwackiego byli zmęczeni czteroma latami ciężkich walk. Ormianie są dziś, nazwijmy to „wypoczęci”. No i jeszcze jedno. Góry w Krajinie są niższe niż w Bośni. W Bośnie tak łatwo bicie Serbów nie szło. Góry zaś Bośni są niższe niż te w Karabachu. Nomen omen Górskim.

Tam taka zwycięska, ostateczna ofesnywa jest niemożliwa. Ta ogromna twierdza może odpierać szturmy i dziesięć lat. I jak pisałem w poprzednich wpisach z tej serii – Azerbejdżan zapewne chce przeprowadzić ograniczoną ofensywę „dla osiągnięcia honorowej bramki”. Odbicia Agadamu i Kelbadżaru, lub choćby znaczącego przesunięcia „wiecznej linii frontu”.

A jednak Turcja ….

Turcja stoi za Azerami. Agresywne, silne państwo napędzane do ekspansji ambicjami przywódcy, najcjonalizmem , wojowniczą religią i imperialnymi tradycjami ( https://chutornik.pl/2020/06/renesans-islamu/ ). Posiadające sprawne służby specjalne, silną i bardzo doświadczoną armię, dostęp do licznych, tanich, a bitnych najemników. Rozpychające się na wszystkie strony. Do tego pogrążone w kryzysie ekonomicznym Nic takie nie odwraca uwagi społeczeństwa od wewnętrznych problemów jak… wojna. Domowa, albo między państwami. Karabach to teraz takie tureckie Falklandy-Maliwny. Turecka obecność militarna w tym regionie może więc znacząco przedłużyć ciężkie walki. Nawet do miesięcy, a nawet do lat.

jest jeszcze pięć impulsów sprzyjające rozzuchwaleniu 'sułtana”.

Raz dla Iranu 2020 jest rokiem pechowym od jego samego początku. W Teheranie kalkulują więc pewnie… „Azerowie to mimo wszystko szyici, z Turkami ostatnio się dogadujemy…”

Dwa – w ostatnich latach Erewań stawiał się czasami Moskwie. Moskwa więc nie będzie się bardzo śpieszyć z zmasowaną pomocą. Car moskiewski poczeka, aż Ormianie będą go błagać na kolanach o ratunek. Wtedy może i podeśle wagnerowców, kadyrowców, kazaków, drony, systemy, rakiety. Na razie jednak czeka.

Tak więc Turcja wie, że Persowie na razie będą stali z bronią u nogi za wodami Araksu. Tak samo Moskale będą na razie raczej przypatrywać się zza Wielkiego Kaukazu niż mocno interweniować.

Po trzecie – wojna armeńsko-turecka jest nieoficjalna a więc stosunkowo tania. Erdogan toczy ją za pomocą milicji z Syrii, komandosów, instruktorów, oficerów incognito generalnie tzw. „zielonych ludzików„.

Po czwarte ONZ-wskie rezolucje wzywały siły Armenii do opuszczenia okupownaych terytoriów Azerbejdżanu. Ofensywa to wiec realzacja ONZ-wskich rezolucji sprzed lat.

Po piąte 2020 rok! Rewolta i wybory w USA, wybory i rewolta na Białorusi. Pierwsza fala wuhanki, druga fala wuhanki, lokdałn i kryzys. Kto ma dziś głowę do zajmowania się wojną w jakiejś górksiej krainie, gdzieś pomiędzy Czeczenią a Syrią 😉

Na fotce – godło chorwackiej brygady „Tygrysów”. Jednej z najbardziej (nie mylić z serbskimi arkanowcami – https://chutornik.pl/2020/09/poczet-ali-babow-cz-1/ ) zasłużonych dla Chorwatów jednostek z czasów wojny 1991-1995.

P.S.

Jeszcze dwie ciekawe audycja na temat karabachski:

https://www.youtube.com/watch?v=Ut4JYh3v1VY

https://www.youtube.com/watch?v=iBa8rNGN31k

I na dokładkę

https://www.youtube.com/watch?v=TExBViXqafg&t=119s

Wojna z lat 1988-1994 z perspektywy ormiańskiego żołnierza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *