Habemus papam.
40 lat temu, 16 X 1978 r., papieżem został kardynał Karol Wojtyła. Jakoś tak… nie mogłem nie napisać o „Naszym Papieżu” w tym dniu.. 16 X 1978 Spełniła się wizja Słowackiego o „Słowiańskim Papieżu„. Przez niemal trzy dekady swego długiego pontyfikatu Jan Paweł II był dla Polaków punktem odniesienia, autorytetem, narodowym bohaterem. Politycy (nawet jeśli myśleli inaczej) przynajmniej oficjalnie okazywali mu respekt. Potem zmarł i „analitycy” głosili nastanie epoki „pokolenia JP II„. Nic takiego nie nastąpiło. Obraz „Naszego Papieża” rozmywał się. „Narodowe czuwanie przy łożu śmierci Naszego Papieża” było to tylko pięknym epizodem. Tak jak pięknym epizodem była narodowa żałoba po katastrofie w Smoleńsku. Pokolenie urodzone w latach 80-tych i 90-tych XX wieku kształtowały inne procesy i wydarzenia. Umasowienie studiów, masowe wyjazdy za granicę do pracy czy w ramach różnych „erazmusów„. „Cicha rewolucja seksualna” i rozpowszechnienie spożywania innych niż alkohol używek. Wyzwania zmieniającego się rynku pracy. Kredyty i „chwilówki„. Rewolucja informatyczna, powstanie mediów społecznościowych. W końcu polaryzacja na obóz „Postępu” i obóz „Narodu„. To wszystko były procesy trwające latami, a nie epizody. „Pokolenie JP II” nie powstało. Co z starszymi pokoleniami? Starsze pokolenia także powoli zapomniało. Emocje rozgrzewała raczej „wojna polsko-polska” . Tusk i Kaczyński pojawiali się znacznie częściej w rozmowach niż Wojtyła. Coraz rzadziej budowano pomniki Jana Pawła II. Coraz mniej o nim mówiono. Nie zniknął jednak zupełnie. Dla wielu ludzi jest jedynym świętym, którego widzieli „na żywo„. Nawet cała masa ateuszy i agnostyków uznaje go za, jak to określił Czesław Miłosz, „niekoronowanego polskiego króla”. Herosa, który bez broni pokonał Związek Radziecki. Dla wielu innych jest jednak nieżyjącym już wodzem „czarnej mafii” przedstawionej w hicie kinowym, który ostatnio wyświetlano w polskich kinach. Jeszcze inni widzą w Karolu Wojtyle postać tak mocno zmitologizowaną, że aż nierealną i absurdalną. Nie przypadkiem w slangu młodzieży młodszej pojawił się neologizm „odjaniepawlać„. Neologizm ten oznacza działania średnio sensowne a nawet absurdalne. Faktycznie widząc kiczowate obrazy, często groteskowe pomniki i uczestnicząc w koszmarnie nudnych szkolno-kościelnych akademiach „ku czci” można stwierdzić, że JP II był postacią z teatru absurdu. Prawdziwy Wojtyła był jednak zupełnie inny. Miał ogromny, realny wpływ na rzeczywistość zarówno w Polsce jak i na Świecie. Spróbujmy więc popatrzyć na niego jak na wielką postać historyczną. Wielką, charyzmatyczną, acz niepozbawioną wad. Był przywódcą i jak każdy przywódca popełniał czasem błędy. Miał też niewątpliwe zasługi.

Pogromca Komuny?
„Jan Paweł II pogromcą komunizmu” – w to hasło jedni wierzą inni się z niego śmieją. Gdzie leży prawda? ZSRR zabiła przede wszystkim próba reformy. Reforma owa miała polegać na tym, że „Sowiety” będą się „cywilizować„. Poluzuje się śrubę, wprowadzi się kapitalizm i elementy demokracji. Reforma była ryzykowna, ale konieczna. Kreml został zmuszony do jej przeprowadzenia przez USA „dowodzone” przez Ronalda Regana. Kombinacja celowego obniżenia cen ropy i gazu, sankcji i wzmożonego wyścigu zbrojeń udławiły „Czerwonych Moskali„. Musieli znaleźć inną drogę i ta droga zaprowadziła ich do klęski. Co prawda klęska nie była totalna (w końcu taki Jaruzelski skończył życie w willi a nie w więzieniu), ale nie mniej dawna sowiecka „Pribałtyka” jest dziś częścią NATO.
Niebagatelne znaczenie, dla zniszczenia ZSRR miały dwa kraje. Afganistan i Polska. Wojna w Afganistanie, wbrew mitom, nie wykończyła sowieckiej gospodarki . Koszty utrzymania 80 Armii w Afganistanie były w skali sowieckiego budżetu wojskowego minimalne. Wojna ta była jednak doskonałym pretekstem do ustanowienia sankcji. Sankcje uderzały w i tak kruchą gospodarkę krajów „Bloku„. Odcinały też sowiecką armię i państwo od nowoczesnych technologii. Ukrócono też powszechnie w poprzednich dekadach szpiegostwo przemysłowe. Układ Warszawski i RWPG zaczęły przegrywać w wyścigu technologicznym. Potężnym ciosem propagandowym był bojkot Igrzysk Olimpijski w Moskwie w którym wzięło udział większość niekomunistycznych państw świata. Po drugie po inwazji na muzułmański kraj większość krajów, gdzie islam jest religią dominującą odwróciło się od ZSRR. Tym łatwiej przyszło Amerykanom namówienie Saudów by zwiększyli wydobycie ropy i gazu. To z kolei obniżyło ich cenę na rynkach światowych boleśnie uderzając w sowiecką gospodarkę. W końcu Afganistan był porażką psychologiczną. Niezwyciężona Armia Radziecka, która pokonała „Białych” i rozbiła III Rzeszę nie mogła dać sobie rady z „bandami„. Co prawda obalenie zbyt niezależnego od nich dyktatora i zajęcie kraju przebiegło sprawnie, ale już walka z powstaniem muzułmańskim szła opornie. Do tego wiele frakcji mudżahedinów było wspierane przez USA, Chiny i kraje muzułmańskie. Afgan okazał się dla Sowietów taką samą pułapką jak Wietnam dla Amerykanów.

Sowieci w Afganie
Na to wszystko Karol Wojtyła nie miał oczywiście wpływu. Miał jednak wpływ na sytuację w PRL. Jego pielgrzymka z 1979 roku była iskrą rzuconą na lont. Eksplozja nastąpiła latem rok później. Sowieci „Solidarności” nie mogli stłumić tak jak buntu Węgrów z 1956 roku (https://chutornik.pl/2018/06/knockinonheavendoor/ ) czy Czechów i Słowaków w 1968 r. Ugrzęźli już w Afganistanie i nie mogli sobie pozwolić na kolejną wojnę, która przyniosła by wzmocnienie sankcji. Zarówno Armia jak i KGB zdawało sobie sprawę, że opór Polaków może być większy niż Czechosłowaków. Może dojść do buntu całych jednostek wojskowych, powstania miejskiej partyzantki itp. Fakt, że w kraju należącym do Układu Warszawskiego, ktoś strzela do czerwonoarmistów i podkłada bomby pod siedziby bezpieki miało by też fatalne skutki propagandowe. A takie wieści dotarły by do mieszkańców krajów „Demokracji Ludowej„. Dotarły by też na Ukrainę, „Pribałtykę” czy na Kaukaz. To już budziło nie tyle niepokój prawdziwy strach bolszewików. Rozprawienie się z buntem zostawiono więc „polskim towarzyszom”. Mieli zrobić to sprawnie, ale też niezbyt krwawo. Ofiar miało być mało. Stan Wojenny złamał „Solidarność„, ale jej nie unicestwił. Nie mógł bo do tego potrzebna by była rzeź. Starzy stalinowcy Jaruzel i Kiszczak prawdopodobnie nie mieli by żadnych oporów przed urządzaniem w strajkujących zakładach rzezi czy wysłaniem 100 tysięcy ludzi do sowieckich łagrów. Zdawali sobie jednak sprawę, że w PRL-u prawie każdy mężczyzna był w wojsku i umie strzelać. Nie byli pewni reakcji wojska, a nawet milicji. A powstanie zbrojne zmusiło by Układ Warszawski do odsieczy. Czego ich kremlowscy szefowie chcieli uniknąć. Mówiąc krócej bolszewicy nie mogli użyć swej ulubionej taktyki czyli masowego terroru. Tak więc „Solidarność” przetrwała stan wojenny. Nawet po jego zniesieniu (czyli teoretycznej udanej pacyfikacji) działała konspiracja. Skutecznie ukrywali się tacy działacze jak Bujak czy Morawiecki. Kościół oczywiście wspierał nielegalny i półlegalny opór. Szczególnie aktywni byli niektórzy księża tacy jak np. Jerzy Popiełuszko. Gdy został zamordowany władza nie miała siły by ograniczyć liczbę żałobników na uroczystościach pogrzebowych. Co zobaczyli „towarzysze” z Sofii, Berlina czy Pragi? Oto „zaprawiony w Wielkiej Ojczyźnianej i „walkach z reakcyjnymi bandami” Towarzysz Generał z Bratniej Polski” pozwala by na pogrzeb jakiegoś „reakcyjnego klechy” przyszło pół miliona a może i więcej ludzi. W tym samym „orwellowskim” 1984 roku Armia Radziecka kolejny raz poniosła porażkę w walce z „kontrrewolucyjnymi bandami Massuda” w „Bratnim Afganistanie” ( https://chutornik.pl/2017/06/panczszir-82/ ). To wszystko podgryzało System. Oczywiście bez Regana i jego doradców (takich jak pewien Żyd z Cieszyna) samo podgryzanie nic by nie dało i ZSRR istniał by pewnie do dziś. Podgryzanie było jednak groźne i nie przypadkiem Papieża z Polski dosięgły kule zamachowcy. Był groźny. Był jednym z najważniejszych sojuszników USA w tym okresie. To on był podpalił lont, który zdetonował polską rewolucję. „Barokowy” (https://chutornik.pl/2017/11/lubie-barokowy-katolicyz/), wyśmiewany „polski ludowy katolicyzm” do którego JP II był tak przywiązany kolejny raz w historii był oparciem dla polskiego ruchu oporu. Oczywiście, jak pewnie wiecie, jestem bardzo krytyczny w ocenie III RP. Mimo wszystko jednak wolę PRL-bis z czasów przed 2015 niż PRL, który przetrwał…

Pogrzeb księdza Popiełuszki
Być może jednak rola „Solidarności” była jeszcze bardziej znacząca niż myślimy… Są pewne hipotezy o których poczytacie szerzej tutaj: https://foxmulder2.blogspot.com/2013/12/najwieksze-sekrety-raport-lokomotywy.html
„Nasz Papiesz” po 1989
Po 1989 roku „Nasz Papież” miał niewątpliwie duży wpływ na opóźnianie procesów laicyzacyjnych. Urok jego charyzmatycznej osoby sprawiał, że Kościół miał nadal wysoką pozycję w polskim społeczeństwie. To, jak sądzę,w dużej mierze moc jego osobistego autorytetu sprawiła, że Kościół wygrał „I wojnę aborcyjną” na początku lat 90-tych. Jednak z drugiej strony biskupi chyba uwierzyli, że „zawsze będzie dobrze”. Ewentualnie trzeba wysłać „do młodych” księdza z gitarą lub takiego który rapuje. Wielu księży szło na łatwiznę. Wielu „korzystało z życia” uważając najwidoczniej, że „owieczki” przebaczą i defraudowanie „tacy” i kochankę. I tak jak erodowała władza „czerwona” tak erodowała i pozycja Kościoła. Kościół w Polsce utknął obecnie w dość dziwnej sytuacji. Z jednej strony Polacy deklarują swoje przywiązanie do tradycyjnych wartości, z drugiej coraz rzadziej chodzą na Msze. To taki rodzaj katolicyzmu, gdzie „katolik” oznacza „jestem Polakiem, czczę husarzy, którzy pokonali muzułmanów pod Wiedniem i lewaków pod Warszawą”. Warto też zauważyć, że niby „kulturowa prawica” rządzi dziś duszami młodych (i względnie młodych) Polaków, ale na „Kler” czy „Czarne Protesty” idą setki tysięcy młodych ludzi. Tylko syf jaki „lewica kulturowa” robi na Zachodzie powstrzymuje Polaków przed „zlewaczeniem”.
„A my bo nie ucałowaliśmy Koranu”
Jest taki złośliwy dowcip o Karolu Wojtyle. Trafia on do nieba jako święty. Chodzi sobie po chmurkach. Rozmawia a to z św. Antonim a to ze św. Wawrzyńcem. Nagle spotyka dwóch świętych. Widać, że nowi. Jeszcze w 2015 ich tu nie było. W ręku trzymają męczeńskie palmy, pod pachą ścięte głowy. Rozmawiają. Jan Paweł II długo wymienia swoje zasługi. Na koniec przypomina sobie „podczas pielgrzymki do Syrii, w meczecie w Damaszku ucałowałem Koran co było nowym rozdziałem w dialogu międzyreligijnym. A Wy jak tu trafiliście?” – „My… bo nie ucałowaliśmy Koranu”. Wojtyła był przedstawicielem posoborowej „konserwy”. Uważał Sobór, w którym zresztą brał udział, za potrzebny, ale nie miał ochoty by zbyt „otwierać” Kościół na Świat. Wiedział, że to droga do kompletnego rozkładu. Sprytnie maskował to jednak pozując na „popkulturowego papieża”. Udawało się to całkiem dobrze bo raz był aktorem, dwa forma popkulturowa wcale nie jest zła. Czasem jednak przesadzał w tej „popkulturowości” i „dialogowaniu”. Czasem, jak mi się wydaje, był jednak zbyt „posoborowy”.Wizyta w meczecie? Moim zdaniem czemu by nie, ale Koranu całować chyba jednak nie trzeba. Tak samo mnie osobiście trochę bawią te wszystkie „spotkania młodych” i inne Msze-spektakle. Nie uważam jednak ich za złe. Co kto lubi. Mi osobiście całkowicie obojętne było Spotkanie Młodych w Polsce dwa lata temu. Za to ogromne wrażenie robią ludzie, którzy gdzieś w Syrii z pogardą śmierci stają w obliczu noży i karabinów dżyhadystów nie wypierając się swojej wiary. I to głównie tacy ludzie (czy cisi męczennicy, którzy np. wychowują chore dzieci) trzymają mnie w Kościele Katolickim, a nie „Msze Papieskie” w których brałem udział. A „Na Papieżu” byłem dwa razy w tym dwa razy na „Naszym Papieżu” 😉
Najsmutniejszy podrozdział
Jak się wydaje dopiero następca Karola Wojtyły (swoją drogą wcześniej jego prawa ręka) zwrócił właściwą uwagę na problem pedofilii wśród księży. Czy Jan Paweł II zbyt bagatelizował tą zarazę? Wydaje się, że tak. I myślę, że wpływ na to miały jego doświadczenia z czasów, gdy był księdzem, biskupem a potem kardynałem w PRL. W SB był cały departament do spraw walki z klerem. SB nie było STASI czy Securitate, ale potrafiło być bardzo sprawne. Starano się zebrać kompromitujące dossier na każdego księdza i zakonnika. Szukano „korków” (problemy z alkoholem), „worków” (defraudacje, korupcja itp.) i „rozporków” (skandali seksualnych). Nie umknął by uwagi SB-eków ksiądz który „zbytnio lubi dzieci”. Oczywiście część zmuszono by szantażem do współpracy. Takiej jednak gratki jak „ksiądz zboczeniec – krzywdziciel dzieci” szkoda marnować na TW. Wystarczająco dużo przecież jest księży, którzy lubią sypiać z dorosłymi płci męskiej lub żeńskiej. A ksiądz-zboczeniec idealny jest na proces pokazowy. Nie było wielu takich procesów więc jak sądzę, albo SB było głupie (a nie było), albo tych przypadków nie było zbyt wiele. Stąd być może nie dostateczne zwrócenie uwagi na zarazę tego straszliwego zboczenia, która np. zniszczyła niemal całkowicie katolicyzm w tak katolickim kraju jak Irlandia. Nie złamano też za czasów JP II „Lawendowej Mafii” czyli gejowskich układów wewnątrz kleru. „Franek” tego nie zrobi bo zbytnio boi się, że może wyjść na „homofoba”. Nie mniej pewne działania, które rozwinął potem Benedykt XVI zostały zapoczątkowane już podczas pontyfikatu Jana Pawła II. Trudno oceniać na ile Wojtyła-papież zawinił. Chciało by się zapytać na ile informacje o prawdziwym stanie rzeczy dochodziły do jego uszu. Jednak jeśli nie dochodziły to też popełnił błąd dobierając sobie podwładnych takich a nie innych. W każdym razie w tej sprawie wiem niewiele. Prawda ginie w gąszczu propagandy zarówno tej pro-katolickiej jak i anty-katolickiej. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Jak ocenić?
Na pewno Karol Wojtyła był postacią pozytywną zarówno w historii Naszego Kraju jak i Świata. Nie ustrzegł się błędów, ale któż ich nie popełnia? Pamiętajmy o nim, ale nie takiego z koszmarnych „łobrozków z papieszem”. Nie zasłużył na kicz. Czy czytać to co pisał? Cóż… daleko mu do ks. Tischnera. Dla mnie większość jego tekstów jest hermetyczna i nie będę udawał, że jest inaczej. Był lepszym filozofem, showmanem i politykiem niż pisarzem.
P.S.
Również 16 X 1978 Wanda Rutkiewicz jako pierwszy polski obywatel (i trzecia kobieta) stanęła na szczycie Mount Everestu. JP II przypomniał jej to, gdy się spotkali.
P.S. 2
W ostatnich latach zaniedbałem religijne praktyki. „Polowanie na księży” które ostatnio się rozpętało tak nie jednak zirytowało, że chyba powrócę do nich. Na złość „Wyborczej” i „Krytyce” i „Razem” (swoją drogą mojej największej, zawiedzionej miłości politycznej ostatnich lat).
P.S. 3
Po redakcji – parę linków do „kościelnych” wpisów.
https://chutornik.pl/2017/11/lubie-barokowy-katolicyz/
https://chutornik.pl/2016/10/halloween-lub-tez-o-zdrowym-rozsadku/
https://chutornik.pl/2016/03/meczennik-z-potoka/
https://chutornik.pl/2017/06/i-jeszcze-o-fanatykac/
https://chutornik.pl/2017/04/zenskokatolicki_21/