Nigdy nie będziesz szedł sam…
Po pierwszej dniówce siedziałem sobie jak zwykle na fajrancie. W zakładowej. Popijałem nieznanego mi wcześniej cajdra. Całkiem smaczny. Lekko słodki, ale nie przesłodzony jak przereklamowane balmersy. Ładna etykieta z liskiem zakradającym się nocą do jabłkowego sadu. Kątem oka zobaczyłem, że Gus zakłada na głowę jakieś dziwne urządzenie, z daleka wyglądało na połączenie okularów spawalniczych i…
Read More about Nigdy nie będziesz szedł sam…