Na biało i na czerwono
Ostatnio coraz bardziej pesymistycznie widzę Naszą przyszłość (https://chutornik.pl/2018/10/paint-it-black/), a przecież bywało o wiele gorzej. Na przykład…w listopadzie 1918 r. Kraj wyniszczony latami wojny trzeba było scalać z trzech różnych części. Każda miała swoje prawo, swoją kulturę polityczną, swoją mentalność. Ba! Różniły się nawet rozstawem szyn i kierunkiem ruchu ulicznego. Jak wiadomo w Rosji tory są szersze „o ch…”. Z kolei w Galicji obowiązywał „angielski” kierunek jazdy, a w innych zaborach jeździło się po „kontynentalnemu”. Mało tego! Tysiące wsi i miasteczek w zaborach austriackim i rosyjskim zniszczone zostały w ogniu walk lub w wyniku „palenia ziemi”. Czasem front kilka razy przechodził przez jedno miasteczko, tak, że tylko kominy i pojedyncze ściany świadczyły, że kiedyś ten teren zamieszkiwali ludzie. Mieszkańcy takich miejscowości wegetowali w ziemiankach, piwnicach i szałasach. Duże miasta choć nie zburzone to jednak były spądrowane do cna. Setki tysięcy żon, dziewczyn i matek opłakiwało mężczyzn, którzy nigdy nie wrócili z frontu. Wszędzie widać było wojennych inwalidów. Wiele rodzin nie wiedziało co się stało z ich bliskimi. Czy wrócą? Może nie wrócą? Pytali Boga i siebie samych. Tyfus, czerwonka, gruźlica, a szczególnie straszliwa „hiszpanka” każdego dnia zbierały ponure żniwo. Brakowało „węgla, nafty i chleba powszednich„. Szła mroźna zima. Do tego wszystkiego panował totalny chaos. Stary porządek rozpadł się na kawałki. Miliony żołnierzy, jeńców, uchodźców, dezetrerów wracały do swych domów. Czasem formowali wielonarodowe bandy. Watahy te liczyły nawet po kilkuset rozbójników. Uzbrojone w broń maszynową i granaty potrafiły napadać na większe miasta grabiąc, gwałcąci wymuszając. Powszechny był pospolity bandytyzm. Napady z bronią w ręku, strzelaniny były czymś normalnym jak dziś, gdzieś w Syrii czy północnym Meksyku.

„Reduta Piłsudskiego” – jedna z polskich „fortec” podczas walk o Lwów. Na obrazku głównym sztab legendarnego oddziału partyzanckiego braci Jana „Łupaszki” i Wadysława Dąbrowskich.
Zachodnie Kresy trzymali jeszcze w ręku Niemcy. Wielkopolskę-kolebkę państwa. Pomorze – okno na świat. Żyzną Warmię i Kujawy, piękne Mazury i Śląsk z jego kopalniami i hutami. Na Kresach Dalszych szalała rewolucja. Bili się ze sobą biali, czerwoni, zieloni i czarni oraz różne frakcje żółto-niebieskich. Chłopskie watachy wyrzynały „polskich panów” jak w czasie dawnych kozackich buntów. Cirpieli też inni Polacy. Problem dotyczył milionów ludzi. W samym Kijowie Polacy (stali mieszkańcy i „ewakuowani” w 1915 r.) stanowili 1/4 ludności. Masa Polaków przebywała też na dalszych terenach od Petersburga i Kaukazu po Mandżurię i Kamczatkę. Wszystkim groził śmierć z głodu i terror. Na Kresach Bliższych nie było wiele lepiej. Przyszłość była niepewna. Wielka niewiadoma… Czy Litwini zechcą współpracować? Czy na miejsce wycofujących się Niemców wejdą bolszewicy? Może jednak w wojnie domowej w Rosji zwyciężą biali? I co z tego, że Lenin zostanie obalony skoro carscy generałowie zechcą na pewno ruszyć na Warszawę by odebrać „rosyjskie ziemie” przynajmniej „po Zachodni Bug”?
W Galicji Wschodniej szalała wojna. Można rzec „domowa”, „wojna sąsiadów”. Bo w tej wojnie bywało, że sąsiad strzelał do sąsiada. Kuzyn do kuzyna, bat do brata, kolega z frontu do kolegi z frontu. Skoro tylko Austro-Węgry zaczęły się rozlatywać i Polacy i Ukraińcy szykowali się do zajęcia tej ziemi. Ukraińskie powstanie, wsparte przez konającą CK Monarchię, wybuchło pierwsze. „Striłci” zajęli większość spornego obszaru. 1 listopada nad Lwowem, Tarnopolem i Stanisławowem powiewały żółto-niebieskie flagi. Przemyśl ledwo oparł się atakom. Siły ukraińskie podeszły pod Jarosław, Lubaczów i Rawę Ruską. W okolicy Komańczy wschodni Łemkowietworzyli milicje co groziło atakiem na Sanok z dwóch kierunków. We Lwowie trwały walki uliczne. Polacy, którzy byli tu większością chwycili za broń. „Lachy” kontrolowały część miasta, a „Hajdamcy” drugą. Walki z „Rusinami” były zajadłe i brutalne. Obrońcom Lwowa brakowało wszystkiego – jedzenia, broni, amunicji, lekarstw. Brakowało też doświadczenia bojowego bo wiekszość mężczyzn z takim doświadczeniem nie wróciło jeszcze z frontu/obozów jenieckich. Dopiero 22 XI przybyła do miasta odsiecz. I choć wyparto siły ukraińskie z miasta, to oblężenie trwało do wiosny. Lwów w tym czasie przypominał Sarajewo z czasów wojny domowej w Bośni. Zasłużył na order, który otrzymał.
Taki właśnie był listopad 1918 r. Trudno było… Były i przecież jeszcze trudniejsze listopady. Na przykład ten z 1794 kiedy to generał Surworow dał rozkaz do szturmu Pragi. Walka była zażarta, ale krótka. Jeńców nie brano. Cywilów bez litości mordowano. Wieczorem Praga przestała istnieć. Widząc łunę pożarów i Wisłę czerwoną od krwii Warszawa skapitulowała. Wcześniej, 10 października, pod Maciejowicami dostał się do niewoli Naczelnik Kościuszko. Ranny, usiłował podobno strzelić sobie w głowę. Kozacy nie dali mu jednak tego uczynić. Żywego dali w prezenie swoim generałom. Wydawało się, że imię Polski i Litwy zniknie z kart historii. Tak jak zniknęła Kartagina, Dacja i Imperium Rzymskie. Straszny był też listopad w 1655 r. kiedy prawie cały kraj był zalany przez wojska szwedzko-brandenburskie i rosyjsko-kozackie. Szwedzi gładko zajmowali kraj przedstawiajając się z poczatku jako przyjaciele, którzy chcą tylko obalić Jana Kazimierza.Pod wodzą walecznego Karola Gustawa Rzeczpospolita miała szansę pokonać Moskali i Kozaków. Król szwedzki miał nie tyle podbijać, co wzmocnić Polskę i Litwę. Piękna to była perspektywa jednak Szwedzi szybko pokazali, że nie darmo nazywano ich „Tatarami Północy”. Grabili, gwałcili i nakładali kontrybucje. Rekwirowali, wymuszali i plądrowali. Systematycznie ogałacali chłopów, szlachtę, mieszczan i duchowieństwo. Brali zakładników, opornych wieszali, bili, palili ich domy. Nikt nie mógł być pewy swej przyszłości.
Ciężkie to były chwile, lecz przecież gdy dostygły zgliszcza Pragi to we Włoszech powstawały Legiony. I choć ich epopea zakończyła się tragicznie na Santo Domingo to Francuzi wiedzieli, że Polak to dobry wojak, a polską kartą warto grać. Dlatego powstało Księstwo Warszawskie. Imię polskie nie znikło z kart dziejów, Litwa nie umarła. Gdy wydywało się, że Szwedzi na dobre usadowią się w Polsce nagle wybuchło powstanie wszystkich stanów. Całego narodu jakbyśmy dziś powiedzieli. Powstańcy szybko zaczęli odnosić zwycięstwa. Już w grudniu najeźdźca szwedzki poniósł klęski pod Krosnem, Nowym Sączem, Częstochową, Wieluniem i w dziesiątkach innych miejsc. W 1658 Szwedzi kontrolowali tylko część terenów na północy kraju. W 1660 podpisano pokój. Rzeczpospolita przetrwała.

Szturm Pragi. 4 XI. 1794 r.
Za każdym razem pomogła jedność. W 1918 Polacy współpracowali ze sobą. Socjaliści, chadecy, ludowcy, konserwatyści, narodowcy zawiesili spory. Choć przecież napięcia między stronnictwami były większe niż dziś. Jeszcze podczas rewolucji 1905 roku bojówki narodowców i PPS toczyły walki na noże, rewolwery, kije i bomby. Rada Regencyjna ( w składzie arcybiskup, książe i hrabia) oddała władzę eks-socjaliście. Socjaliści, którzy utworzyli 7 listopada rząd w Lublinie uznali zwierzchność Piłsudskiego. Naczelnik napisał list do Dmowskiego. Prosił o współpracę i Dmowski się na nią zgodził. Władzę w Warszawie uznały i inne, lokalne ośrodki takie jak Kraków czy Cieszyn. Polska powstała z pożaru Wielkiej Wojny jak ten mityczny Feniks. Zręby administracji, które utworzyła Rada Regencyjna zczęły się gwałtownie rozwijać. Już w styczniu 1919 r. przeprowadzono wybory na terenach kontrolowanych przez II RP. Polscy dyplomaci z Dmowskim i Paderewskim na czele szykowali się do wyjazdu na wersalską konferencję. Rzeczpospolita Polska zyskała międzynarodowe uznanie.
Oficerowie i podoficerowie z dawnych zaborczych armii wspólnie z oficerami Polskiej Organizacji Wojskowej i Legionów rozpoczeli formowanie Wojska Polskiego. Na początku była ich garstka. P.O.W. , oddziały „Polnische Wermacht”, obrońcy Lwowa, różne lokalne milicje. W 1920 roku polskie czołgi zdecydowały o polsko-łotewskim zwycięstwie pod Dyneburgiem. W 1920 polskie okręty wypłynęły na Dniepr, polskie siły lądowe wkraczały do Kijowa, a polskie samoloty patrolowały niebo nad stepami środkowej Ukrainy i puszczami wschodniej Białorusi. Milionowe Wojsko Polskie odparło sowiecką inwazję. Wojsko, obdarte i często głodne. Wojsko, które strzelało do wroga karabiami niemieckimi, austriackimi, rosyjskimi, włoskimi, francuskimi, angielskimi, ameryka nskimi a nawet japońskimi. Wojsko powstałe „z niczego”.

Plakat rekrutacyjny zachęcający do wstępowania w szeregi „Błękitnej Armii”. Formowana we Francji z Polaków-ochotników. Służyli w jej szeregach Polacy z Kanady, USA, Francji a nawet z Brazylii i Argentyny oraz Polacy-byli żołnierze Państw Centralnych.
Nie jest najgorzej. Może być lepiej. Czy moje pisanie coś zmieni? Nie sądzę. Może jednak warto? To taka cegiełka. Taki Wawel, Malbork czy Kościół Mariacki w Gdańsku powstawały właśnie z takich cegiełek. W te dni pamiętajmy o tych, którzy oddali Polsce nie tylko swoją pracę, wolny czas, pieniądzę, ale życie. „ Żywi waczyli do rana, do blasku złotych zórz, ale bez Jurka Bitschana, bo Jurek poległ już”…